czwartek, 28 kwietnia 2016

Funenployment - podsumowanie

https://pixabay.com/static/uploads/photo/2013/02/21/19/10/beach-84631_960_720.jpg
Stan błogiego bezrobocia trwał u mnie równo miesiąc.

W związku z tym, że nie jest to popularny zwyczaj wiele osób zaangażowało się w pomoc w znalezieniu mi nowego zajęcia: podsyłali ogłoszenia, wypytywali znajomych, śledzili rynek. Już po miesiącu odezwał się znajomy z propozycją pracy tymczasowej. Przystałam na to, bo portfel pustoszał, a praca jest w moim wyuczonym zawodzie :) I chyba ja też nie byłam gotowa psychicznie na zniesienie braku konkretnego zajęcia przez taki długi okres.

Jak minął mi okres funemploymentu?

Pierwszy tydzień spędziłam w łóżku. Dopadło mnie przeziębienie, gorączka i osłabienie. Organizm wyczuł, że w końcu jest chwila wytchnienia i wykorzystał to.

Potem zaczęłam uczyć się nowych umiejętności - w nowej branży. Stwierdziłam, że może warto pomyśleć o przebranżowieniu? W końcu IT teraz jest najbardziej pewną branżą. Przygotowywałam się do certyfikatu, kupiłam książkę, wydrukowałam sylabus i zaczęłam naukę. Myślałam, że potrzebuje na to kilka tygodni, ale ciągle nie mam odwagi zapłacić 1000zł za możliwość podejścia do egzaminu. Tym bardziej, że skończył mi się okres funemploymentu i nie mam już tyle czasu.

Czytanie książek też podskoczyło w rankingu wykonywanych czynności. Staram się czytać jedną książkę na tydzień. Teraz czytam też w autobusie.

Wznowiłam duolingo i mam już 96 dni z rzędu. To mój rekord :) I czuję, że angielski mam na dobrym poziomie, a francuskim na dużo lepszym niż rok temu. 

Co mi dał okres bezrobocia?
Odpoczynek, wyczyszczenie umysłu z niepotrzebnych myśli.
Pozytywne nastawienie do zmian.
Dostrzegłam, że ciągle nie wiem czego chcę i chciałabym wszystko. Nad tym muszę popracować. 
A przede wszystkim zrozumiałam, że jednak w moim życiu potrzebna jest praca, by potem lepiej wykorzystać czas na swoje przyjemności. Im więcej mam na głowie tym lepiej organizuję czas.


Na pewno kiedyś jeszcze spróbuje funemploymentu. Muszę tylko uzbierać większą poduszkę finansową i uzbroić się w więcej pozytywnej energii i asertywności. 






piątek, 29 stycznia 2016

Funemployment

Amerykanie słyną z nadawania wymyślnych nazw sytuacjom zdawałoby się prozaicznym. Tak jak w przypadku funemployment = fun + unemployment, czyli stan, kiedy cieszymy się z bezrobocia i nie szukamy nowej pracy. 

W dzisiejszym szybkim świecie coraz więcej osób decyduje się na świadomą przerwę w pracy po to by odnaleźć siebie, zająć się w końcu tym co naprawdę ich interesuje, podróżować i po prostu cieszyć się życiem. Dziś ludzie częściej żyją wg motta: "Pracować aby żyć, a nie żyć aby pracować"

Jest to stan przejściowy. Co w takim razie powinniśmy zrobić, aby nie mieć przerwy w CV?

1. Kursy, szkolenia, nauka języków
Wydaje się to najbardziej oczywiste. Nie pracując mamy ogromną ilość czasu w porównaniu z pracującymi, którą możemy wykorzystać na naukę. Kursy i szkolenia znajdziemy w Internecie. Możemy wybrać płatne, albo uczyć się samemu z Internetu, gdzie jest wszystko.

2. Studia, Studia podyplomowe
Może zawsze marzyłaś o innych studiach, ale nie miałaś siły na studia zaoczne po całym tygodniu pracy. Teraz jest ten moment!

3. Konferencje
Może wybierasz się w podróż do innego kraju. Sprawdź czy w tym czasie nie ma tam jakiejś ciekawej konferencji. Upieczesz 2 pieczenie na jednym ogniu.

Przerwa w CV nie jest mile widziana przez pracodawców, jednak nie należy się tym przejmować, gdy pomoże nam to odnaleźć właściwą drogę. Lepiej być osobą, która wie czego chce.

A co jeszcze możemy robić?
4. Czytanie książek
Czy u Ciebie też jest kupka książek do przeczytania i ciągle nie miałaś czasu na ich przeczytanie? Wiesz co robić.

5. Napisać książkę
Nareszcie jest okazja, żeby dokończyć rozpoczęte dzieło.

6. Korzystać z niższych cen w godzinach porannych w klubach fitness czy tzw. happy hours w restauracjach.

7. Realizować się w swoim hobby

8. Cieszyć się urokami życia.

Jak długo taki stan powinien trwać? To kwestia indywidualna. Ważny jest na pewno czynnik finansowy, jak dużo oszczędności udało nam się zgromadzić. Funemployment zwykle idzie w parze z pauperyzacją, ale dzięki temu możemy sobie uświadomić, że lepiej jest "Pracować mniej i zarabiać mniej, ale mieć więcej czasu dla siebie."

środa, 13 stycznia 2016

Pamiątkowe rupiecie


Gdy Asia ze Styledigger poleciła biografię Wisławy Szymborskiej, czym prędzej pobiegłam do biliboteki zaciekawiona zawartością książki. 

Historia Noblistki bardzo mnie ujęła. Przed czytaniem nie wiele wiedziałam o życiu poetki. Wiedziałam, że otrzymała nagrodę Nobla, znałam jej kilka wierszy i w sumie chyba nic poza tym. Co teraz mogę powiedzieć? Wisława była niezwykle skromną, utalentowaną osoba. Nie lubiła dzielić się swoim życiem z obcymi, męczyły ją wywiady i przemówienia, których unikała. Rozmawiała na lekkie tematy, z przymrużeniem oka. Miała ogromne poczucie humoru, zbierała kartki pocztowe (tak jak ja :), uwielbiała wycinanki - samodzielnie przygotowywane, żartobliwe kartki dla przyjaciół oraz skrzydełka z KFC. Mimo iż dużo podróżowała wcale tego nie lubiła. Z podróży przywoziła kiczowate figurki oraz zdjęcia pod znakiem drogowym z nazwą miejscowości. Mimo iż była uważana za wielką poetkę, wcale tak o sobie nie myślała. Prowadziła proste, skromne życie, którego nawet po nagrodzie Nobla nie zmieniła.

Zachwyciła mnie historia Wisławy i chętnie przejmę od niej kilka zachowań. 

Nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele pracy trzeba włożyć w napisanie wiersza. Zawsze miałam wrażenie, że to sprawa talentu. Okazuje się, że nie tylko. Potrzeba wiele pracy, nieudanych prób, zapisanych kartek wyrzuconych do kosza, aby powstał idealny wiersz.


Moje ulubione cytaty:

"Marzymy, ale jak niedbale, niedokładnie"

"Humor to wielki smutek, który potrafi dostrzec rzeczy śmieszne"

"W podróży niezbędny jest tylko bilet powroty"

Teraz w kolejce "Lektury nadobowiązkowe" i biografia Marii Curie-Skłodowskiej.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Kobieta niezależna



Gdy w moje ręce wpadła Kobieta niezależna Kamilii Rowińskiej przeczytałam ją jednym tchem. Jako, że tematem rozwoju osobistego interesuje się od dawna, książka ta stanowiła świetne przypomnienie i utrwalenie tego co już dawno powinno być mocno zakorzenione w moim postępowaniu. Jak to bywa w życiu, nie wszystkie zmiany przychodzą łatwo, mimo że wiadomo, że są dla nas dobre.

Trzeba wcześnie wstawać i więcej się uczyć. Jan Kulczyk

To motto, które wpisałam sobie do mojego pozytywnego notesu (zapisuje tam myśli, cytaty, plany, a potem przeglądam w chwilach zwątpienia) i zamierzam mocno wprowadzic je w życie. Póki co bez rezultatu :)

Moją największą bolączką jest wczesne wstawanie. Nie potrafię się zmusić do tego, żeby zerwać się z łóżka za pierwszym budzikiem. Po raz kolejny przetrząsnęłam Internet w poszukiwaniu porad dla śpiochów i leniuchów. Zaciekawił mnie eksperyment związany z wyrobieniem sobie fizjologicznego nawyku automatycznego reagowania na budzik wstaniem z łóżka: "W ciągu dnia przygotuj wszystko tak, jakbyś szedł/szła spać. Zasłoń okno, pościel łóżko, załóż piżamę (jeśli w niej zazwyczaj śpisz), itd. Nastaw budzik na kilka minut naprzód i połóż się. Gdy zadzwoni budzik, natychmiast go wyłącz. Przeciągnij się, weź głęboki wdech i wstań. Uśmiechnij się do siebie i wykonaj czynność, którą zazwyczaj robisz tuż po wstaniu (np. pójście do toalety, ubranie się, prysznic, wstawienie wody na herbatę, ćwiczenia fizyczne, itd). Następnie otrząśnij się i powtórz wszystko kilkakrotnie. Tak, tak, znowu połóż się, nastaw budzik, przeciągnij się, wstań i zrób coś. Może i wydaje się to idiotyczne, ale właśnie w ten sposób automatyzujemy czynności. Rób to do momentu, gdy będziesz robić wszystko odruchowo, bez zastanawiania się „co ja miałem teraz zrobić?”.

Jutro po powrocie z pracy zaczynam wprowadzać to ćwiczenie w życie.

Kolejne zdanie, które sobie zapisałam to: "Ludzie biedni liczą każdą złotówkę. Ludzie bogaci liczą każdy grosz". W związku z tym postanowiłam znowu lepiej przyjrzeć się moim finansom i znowu zaczęłam prowadzić bilans wydatków i dochodów. Korzystam ze świetnego excela Michała z Jak oszczędzać pieniądze.


Najważniejsza jednak dla mnie kwestia, która poruszyła Kamila to inwestycja we własny rozwój osobisty. Jak to jest, że nie szkoda nam pieniędzy na torebkę, a nie możemy wybrać się na kurs języka? Zmieniamy samochód na nowszy, a odkładamy na później nasze studia podyplomowe. Przedkładamy pragnienia i marzenia innych członków rodziny nad swoje i nad swój rozwój. 

W tym roku postanowiłam znacząco podnieść własne kompetencje, tak aby w przyszłości nie musieć się martwić o pracę i stanowić konkurencję na rynku pracy. W tej chwili myślę, że najlepiej byłoby dla mnie oprócz kursów technicznych, zainwestować w kurs asertywności. Czy jednak 800 zł to odpowiednia kwota za takie szkolenie? Czy tylko wymiguje się od rozwoju puściejącym portfelem? To normalna cena, czy zagrywka coachów i trenerów? Może wystarczy jak porobię ćwiczenia z poradników? :)


sobota, 12 grudnia 2015

Sposoby na stres


W ostatnim czasie stres był bardzo obecny w moim życiu. Obecny to chyba mało powiedziane. Całe moje życie toczyło się tylko wokół sytuacji w pracy. Nie mogłam spać, ciągle czułam drżenie mięśni brzucha, nie mogłam myśleć o niczym innym i miałam same negatywne myśli. Byłam już w sytuacji kryzysowej, kiedy w końcu postanowiłam nie poddawać się tak stresowi i zacząć go zwalczać. Jakie sposoby stosowałam?

1. Kolorowanki
Był to pierwszy "środek" jaki zastosowałam. Byłam w aptece i szukałam jakiś specyfików na uspokojenie, ale wtedy doszłam do wniosku, że suplementy diety nic mi nie pomogą i lepiej kupić kolorowanki dla dorosłych, które ostatnio są bardzo modne. Musiałam też dokupić kredki i zaczęłam kolorować.
Na chwilę pomagało, ale stresu nie udało się zniwelować.

2. Joga
Już kiedyś stosowałam techniki oddechowe, aby się odprężyć. Teraz postanowiłam uruchomić całe ciało. Zrobiłam kilka sesji przez około tydzień. Byłam spokojniejsza i odprężona. Na chwilę udawało mi się oderwać i odprężyć. Spodobało mi się na tyle, że postanowiłam, że w najbliższym czasie zapiszę się na jogę na profesjonalne zajęcia.

3. Kaligrafia
To zajęcie podobne do kolorowanek. Wymaga skupienia na konkretnym zadaniu, które niekoniecznie wymaga od nas dużego wysiłku, a nasze myśli mogą wtedy biegać swobodnie. Kaligrafią pałałam się już kilka lat temu i ciągle planuję się za nią zabrać na poważniej. Może teraz?

4. Melisa
W końcu kupiłam melisę. Wzięłam do pracy i piłam zamiast herbaty.
Bardziej odprężeni byli moi koledzy z pracy, których rozbawił widok melisy w kanciapie.

5. Myślenie pozytywnie
O tym, że to co myślimy wpływa na całe nasze życie wiem już od dawna. Staram się dbać o higienę umysłu i myśleć pozytywnie. Ale w sytuacji przewlekłego stresu, w której się znalazłam nie miałam sił na myślenie pozytywne. Zaczęłam więc znowu oglądać filmiki motywacjne na YouTube i pomogło. Zmieniłam myślenie i odrzuciłam negatywne myśli.

6. Robienie na drutach
To wspaniała technika. Nie dość, że odpręża to dodatkowo jak pożyteczna. Ja robiłam szalik, już jest na ukończeniu. Może zacznę robić sweterek niedługo?

7. Pieczenie ciasteczek
Pieczenie to moja najdłuższa pasja. Piekę amatorsko, ale chciałabym przerobić to na profesjonalne zajęcie. Uwielbiam to robić i obserwować jak ludzie reaguja na moje wypieki.

8. Aromaterapia
Pomarańczowy zapach działa antydepresyjnie. Wlewałam do kominka i otaczałam się pomarańczowa wonią. Było przyjemnie i świątecznie.

9. Muzyka
Nie mam ulubionych zespołów. Muzyki słucham z Internetowego radia, albo z YouTube. W sytuacji kryzysowej wybieram muzykę medytacyjną, klasyczną albo melancholijną.

10. Eliminacja stresu
Gdy okazało się, że stres jest nie do pokononia, ale jesli już uda mi się go pokonać to może się okazać, że w każej chwili może wrócić, podjęłam decyzję: Odchodzę.
Szkoda życia i zdrowia w miejscu, gdzie jest mi tak ciężko, a całe moje życie toczy się tylko w okół pracy. Znajdę miejsce lepsze dla mnie.Wtedy przestałam się tak przejmować i byłam spokojniesza. 
Bo co może się stać najgorszego? Mogą mnie zwolnić. I co z tego, skoro sama chcę odejść?


niedziela, 15 listopada 2015

Zagadkowa przyszłość


Czy jest sens planować przyszłość, gdy nie możemy być pewni jutra?
Czy jest sens przejmować się tym co już się stało jeśli nie możemy już tego zmienić?
Czy jest sens marnować życie na troski i płacz?
Jak żyć pełnią życia, żeby nasze życie nie przeciekało nam przez palce i żebyśmy przeżywali je tak jak chcemy, a nie tak jak inni nam każą?

To trudne pytania i ja ciągle szukam na nie odpowiedzi.

Gdy jest coś w naszym życiu co nam przeszkadza, może warto zastosować zasadę:
Love it, change it, leave it.
Pokocham to co mi przeszkadza, a jeśli się nie uda to zmienię to i zostawię w przeszłości.

A co, gdyby się okazało, że mam śmiertelną chorobę i został mi tylko rok życia?  Co bym wtedy zrobiła? Czy robiłabym to co dziś? Jest to drastyczne pytanie, ale myślę, że to najlepszy sposób, aby wyznaczyć swoje priorytety.
 
Poszukam jakiegoś działania, które będzie połączeniem moich wszystkich umiejętności i dzięki temu będę mogla robić coś innego niż wszyscy i osiągać dzięki temu wymierne korzyści.

Najważniejsze to nie dać się negatywnym emocjom i skupić się na tym co tak naprawdę chcemy robić.









poniedziałek, 9 listopada 2015

Moda na profesjonalizm


Często zastanawia mnie to jak proste aspekty naszego życia są pełne skomplikowanej specjalizacji i profesjonalizmu. Sport, hobby czy nawet przygotowanie zwykłego obiadu.

Dziś nie można zacząć biegać, bez wydania kilkaset złotych na odpowiednią odzież i buty. To samo z każdym innym sportem, a nawet pieczeniem ciasteczek. Należy wyposażyć się w różnorodne foremki, kolorowe posypki i sprzęt do ozdabiania. A gdy chcemy pokolorować obrazek, "musimy" kupić profesjonalną kolorowankę i kredki. 

Tak naprawdę to nic nie musimy, ale myślę, że kupowanie sprzętu to już pewien proces, który pozwala nam uspokoić sumienie, że w końcu zaczęliśmy coś robić. Bo to oczywiste, że możemy biegać w starych adidasach i bawełnianej koszulce, ale nie jest to tak przyjemne jak w profesjonalnej sportowej odzieży. Ale czy mniej męczące? Nie sądzę. 
Czy upieczone ciasto w starej foremce nie będzie tak smaczne jak w nowej w ciekawym kształcie? Pewnie nie, ale za to ładnie wygląda. 
Czy nasza kolorowanka będzie brzydsza, gdy wydrukujemy obrazek z Internetu i pożyczymy kredki od przedszkolaka? Na pewno nie, ale musimy mieć w zanadrzu jakiegoś przedszkolaka.

Nie krytykuje takiego postępu cywilizacji, ale nasuwa mi się myśl, że nasze życie jest coraz bardziej skomplikowane, a nie powinno takie być.

Życie, tak nap­rawdę, jest pros­te. To my sa­mi je niepot­rzeb­nie komplikujemy. 

 


niedziela, 8 listopada 2015

Jak długo można leżeć?



Ostatnie kilka tygodni było dla mnie ciężkim okresem. Bardzo napięta sytuacja w pracy, ciągły stres i łzy, krzyki ze strony szefa oraz brak wypłaty ze względu na "słabe wyniki". Moje pozytywne nastawienie okazało się za słabe na takie okoliczności i przez dobrych kilka dni dałam się stłamsić emocjonalnemu wampirowi jakim okazał się mój obecny szef.

Czy normalna jest sytuacja, kiedy idę do pracy w nadziei, że może dziś mnie zwolnią i nie będę musiała już tam wracać? Jedyna rzecz o której mogę myśleć to praca, nawet w sobotę rano? Na pewno nie.

 Nie chcę, aby moja praca miała aż tak ogromny wpływ na moje życie poza pracą i muszę uwolnić się od Wampira Emocjonalnego.


Cytat za Alchemia kobiecości.
Wampir Sadysta często jest świetnym obserwatorem i posiada talent psychologiczny lub nawet odpowiednią wiedzę. Jest mistrzem manipulacji. Wie jakich użyć słów i argumentów, abyś to Ty wziął na siebie odpowiedzialność za całą sytuację, poczuł się winny, gorszy i jeszcze go przepraszał. Czuje się pewnie tylko gdy z Tobą wygrywa, to daje mu poczucie władzy i kontroli nad Waszą relacją. Czerpie energię z Twojego strachu i niepewności, dlatego często jest wycofany i manifestuje złe humory. To Ty masz się martwić o jego samopoczucie i zabiegać o uwagę. 

Tak zachowuje się mój szef. Obwinia mnie o błędy mimo iż wie, ze to nie moja wina. Śmieje się, gdy się stresuje i przejmuje powodzeniem projektu. Wymusza zostawanie po godzinach

Przez to, że sytuacja w pracy jest kiepska przestało mi zależeć na tym, aby mój szef był zadowolony, bo i tak nigdy nie będzie. Przestałam się przejmować i teraz wychodzę z pracy o odpowiedniej porze i nie robię nadgodzin. Może mnie zwolnić, a ja wcale nie będę płakać :) Najważniejsze to znać swoją wartość i nie dać się zmanipulować. A najlepszym sposobem uwolnienia się od wampira to po prostu ograniczyć z nim kontakty.


Na pocieszenie Muffiny potrójnie czekoladowe z mojego ulubionego bloga Moje wypieki.
Dobrze, że mam odskocznie w postaci wypieku takich słodkości.



poniedziałek, 12 października 2015

Stabilizacja


Według slownika PWN stabilizacja to stan trwałości i równowagi w przebiegu jakichś procesów, w jakiejś dziedzinie życia lub w czyimś życiu.
 
Etat, umowa o pracę na czas nieokreślony i własne mieszkanie. Może być na kredyt. Kochająca żona, zdrowe dzieci. Czy to już stabilizacja?

Jest naturalną sprawą, że każdy człowiek dąży do pewnej stabilizacji aby ograniczyć stres i niepewność o jutro. Jednak jak wiele ludzi, tak wiele jest podejść do tematu stabilizacji. Mi bliskie jest podejście, że życie nie jest przewidywalne i dążenie do stabilizacji nie zawsze okaże się możliwe. Staram się żyć tu i teraz, a o przyszłości myślę w kontekście moich marzeń i planów.

Czy branie kredytu na mieszkanie na 30 lat w mojej obecnej sytuacji zarobkowej będzie dobre, czy okaże się jednak zarzucaniem kotwicy? Nade wszystko cenię sobie wolność. Wolność wyboru tego co chcę robić, gdzie chcę mieszkać i gdzie podróżować. Nie chciałabym, aby kredyt okazał się sznurem, który sprawi, że nie będą mogła korzystać z życia w obawie o to, że nie będę miała z czego opłacić rat. Z drugiej strony dobrze skalkulowany kredyt może okazać się świetnym rozwiązaniem na zabezpieczenie na przyszłość. Wszystko zależy od sytuacji.

Czy pewna praca, ale której się nie lubi jest lepsza od niepewnej, ale takiej która daje spełnienie? Ciągle szukam swojego miejsca i nie chcę ulec pogoni za pozorną stabilizacją. Chciałabym robić wiele rzeczy i nie ograniczać się tylko do jednego zawodu. "Pasja rodzi profesjonalizm" jak mówi Jacek Walkiewicz, dlatego ciągle szukam swojej pasji.







niedziela, 11 października 2015

Nie umiesz


Zdarza się tak w życiu, że ktoś powie nam coś takiego, że zapamiętujemy to na całe życie. Na przykład, że nie umiemy śpiewać, tańczyć albo grać w koszykówkę. Są 2 możliwe drogi. Albo w to uwierzymy, albo nie. 

Jeśli w to uwierzymy, całe nasze życie może być podporządkowane tej jednej opinii. Gdy uwierzymy, że nie umiemy śpiewać może już nigdy nie zaśpiewamy nic w towarzystwie, zawsze będziemy unikać tego jak ognia i dostawać białej gorączki, gdy będzie możliwość, że ktoś usłyszy jak śpiewamy.

Ale gdy nie uwierzymy, może to spowodować, że będziemy chcieli wszystkim udowodnić, że nie mają racji. Będziemy trenować tak ciężko, że osiągniemy mistrzostwo w swojej dziedzinie jak Micheal Jordan. W niego też nikt nie wierzył. W szkole średniej miał nieco ponad 170 cm wzrostu i nic nie zapowiadało, że będzie tak wielkim koszykarzem. Był uparty i to przyniosło mu sukces. 

Ile osób odłożyło swoje marzenia na półkę, przez jedną negatywną opinię? Trzeba wziąć pod uwagę, że osoba, która ją wypowiedziała, już dawno może o tym nie pamiętać. To my sami pielęgnujemy w sobie negatywne uczucia i sprawiamy, że jest to prawdą.

Mamy  możliwość wyboru w co wierzymy, albo nie i to my sami kreujemy nasze życie.


czwartek, 8 października 2015

Fiołeczki

Zaczęło się niewinnie. Kilka listków na próbę do ukorzenienia. Potem pojawiały się kolejne kolory i odmiany. Gdy jedne fiołki zdążyły się ukorzenić i wypuszczały listki - kupowałam kolejne. Tak o to moja kolekcja liczy już ponad 60 roślin i 35 odmian. Poustawiałam je na zwykłym sosnowym regale, by nie raziło ich południowe słońce. Troszczę się o nie i dbam, aby ładnie kwitły.

 
Są bardzo różne. Miniatruki, półminiaturki, normalne i olbrzymie. Z listkami zielonymi, albo z bialymi plamkami. Kwitnące na różowo, niebiesko, fioletowo, biało albo czerwono. Jest ich mnóstwo :)

Mój ulubiony to:

Blackberry Jam, który kwitnie na ciemny fiolet, a do tego ma apetyczną nazwę.



Przyjemne hobby, ale wymagające poświęcenia, jak każde. Trzeba pamiętać o podlewaniu, nawożeniu i przesadzaniu. Ale, gdy tylko pojawią się pierwsze pączki już nie mogę się doczekać kwiatów. Szkoda tylko, że nie pachną.

Czy hodowla fiołków to moja pasja? Ostatnio zastanawiam się nad czym jest pasja i czy pasja musi być jedna przez całe życie? Ja ich miałam mnóstwo, a fiołkami zajmuje się od 2 lat. Myślę, że nie można się ograniczać i trzeba zajmować się wszystkim co nas interesuje. To nic złego, jeśli nie mamy jednej pasji. Nie każdy ma to szczęście. Myślę, że próbowanie wielu różnych rzeczy także jest interesujące, bo rozwija nas na różnych płaszczyznach.


środa, 7 października 2015

Zaangażowanie


Praca zajmuje nam przynajmniej 8 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu. Spędzamy tam bardzo dużo czasu, warto więc, aby praca sprawiała nam przyjemność i nie powodowała, że po pracy jedyne co chcemy to iść do baru albo płakać w poduszkę.

Często, gdy zarabiamy za mało, praca psuje nasz nastrój. Powtarzamy, że gdybyśmy zarabiali 200, 500, 1000 czy 2000 zł więcej to byśmy chętniej chodzili do pracy. Ale czy tak by było? A co jeśli dostaniemy podwyżkę i będziemy zarabiać tyle ile chcieliśmy? Czy wtedy polubimy tą pracę i będziemy ją chętniej wykonywać?

Myślę, że jeśli chodzi o stosunek do pracy, warto brać przykład z Japończyków. Dla nich praca jest częścią życia, jak najbardziej integralną. U nas wiele osób chce jak najszybciej skończyć pracę i mieć czas dla siebie (co jest normalne). Japończycy jednak wyróżniają się tym, że bardzo szanują swoją pracę. Nawet najprostsze zadania wykonują ze starannością i zaangażowaniem. Wiadomo, że Japonia to całkiem inna kultura i to, że tam nadgodziny i brak urlopu to norma u nas tak nie musi być i nie powinno. Ale uważam, że nie powinniśmy spędzać naszego życia w pracy, dla której nie mamy szacunku. 

Najważniejszą rzeczą jest to, żeby wykonywać swoją pracę z zaangażowaniem, jakkolwiek nie byłaby skromna. Wykonywanie swojej pracy z pozytywnym nastawieniem nie pozwala stracić zapału. Łatwiej wtedy docenić korzyści jakie z niej płyną, poczuć dumę i entuzjazm, nie wspominając o korzyściach zewnętrznych (np. podwyżka). Jednak pieniądze nie powinny być jedynym warunkiem pracy, bo życie mija bardzo szybko i trzeba je przeżyć jak najlepiej.




poniedziałek, 5 października 2015

Uśmiech za uśmiech



To niesamowite jak zwykły uśmiech i pogawędka od osoby, po której się tego nie spodziewamy może poprawić nastrój i przywrócić chęć do pracy.

Ja dziś doświadczyłam tego, że to co dajemy innym wraca do nas z podwójną mocą. W piątek wykonałam drobną przysługę dla jednej Pani w Urzędzie i dziś bardzo mi dziękowała za pamięć i nawet przeprowadziła ze mną pogawędkę, wytłumaczyła to czego nie wiedziałam i pomogła. A wydawała się taka sroga! To wspaniale być miłym dla innych i nie oczekiwać nic w zamian. Wtedy są największe niespodzianki :)

A dziś postanowiłam podjąć wyzwanie, które zaproponowała Styledigger - codziennie coś nowego. 
Moje punkty wzorowane na Styledigger:

1. Pobudka o 6:30. Jestem szczęściarą i do pracy idę około 3 minuty więc nie będę wydłużać, ani specjalnie zmieniać trasy. Myślę, że większą fanaberią w moim przypadku będzie pobudka wcześniej niż zwykle i przygotowanie pysznego śniadania.

2. Nauczyć się czegoś nowego. Może nowy skill w projektowaniu stron internetowych, nowa skomplikowana potrawa, kroki barokowego tańca, zrobienie szaliczka :) Ta jesień będzie owocna.

3. Zrób coś czego się boisz... ooo tu będzie spore pole do popisu. Boję się tak wielu rzeczy! Może zagadam do nieznajomego, pójdę sama do kina i na badania do lekarza... Tak na początek.

4. Poczytaj o nowej dziedzinie o której nie masz pojęcia. Na razie nie wiem o czym, ale na pewno coś się znajdzie. W końcu nieustannie przygotowuje się do udziału w 1z10.

A więc codziennie coś nowego :)







czwartek, 1 października 2015

Czarna godzina


Chodzimy do pracy, zarabiamy uczciwie pieniądze, ale nie kupujemy sobie rzeczy, które chcielibyśmy mieć. Gdy kupimy buty za 400zł, albo kurtkę za 500zł bywa, że mamy wyrzuty sumienia. Nie mówiąc już o płaszczu za 1000zł. Mało prawdopodobne jest, że nasi rodzice nas pochwalą za takie wydatki. A gdy babcia dowie się, że nocleg w Paryżu kosztował ponad 100zł za noc, nie będzie mogła spać przez kilka tygodni na myśl o takiej rozrzutności. Daleka jestem od pochwalania wydawania pieniędzy na głupstwa. Sama nie lubię roztrwaniać pieniędzy i buduję swoją poduszkę finansową, ale nie podoba mi się, gdy odmawiamy sobie wszystkich przyjemności i korzystania z rzeczy, które dają nam szczęście.

Wszyscy odkładają na czarną godzinę. Jak mówił Jacek Walkiewicz (mój ulubiony mówca, o którym często będę wspominać) my mamy czarną godzinę, a Anglicy mają happy hours. To pokazuje różnice w podejściu do życia nas Polaków, mocno jeszcze zakorzenionych w PRL-u i obywateli krajów wysokorozwiniętych. Tam wydawanie pieniędzy i kupowanie sobie rzeczy jest naturalne. U nas bardziej myśli się o przyszłości i o tym co nas może spotkać. 

Prawda jest taka, że nie da się wszystkiego przewidzieć, i gdy nadejdzie czarna godzina to rzadko jesteśmy na nią przygotowani mimo poczynionych kroków. W momencie wystąpienia problemów trzeba będzie im stawić czoło i je rozwiązać. Nie ma wiec sensu martwić się o to przez cały czas. Dajmy sobie szansę na robienie tego co chcemy, kupujmy rzeczy które chcemy mieć i nie przejmujmy się ludźmi, którzy tego nie rozumieją.


środa, 30 września 2015

Udało mi się


Często powtarzamy, że coś nam się udało. Nie mówimy, że dzięki ciężkiej pracy zrealizowaliśmy jakieś zadanie, że zdaliśmy egzamin, bo się przygotowaliśmy. Jak mawia mój ulubiony mówca motywacyjny Jacek Walkiewicz, mówiąc, że coś nam się udało, przedstawiamy sprawę jakby była dziełem przypadku. Wynika to po części ze skromności, albo z tego jak nas wychowali rodzice.

Warto sobie uświadomić, że wszystko co nas spotyka jest wynikową naszych decyzji z przeszłości. 

Jeżeli nie realizujmy naszych marzeń, bo spotykamy jakieś przeszkody, to tak naprawdę nigdy nie zrealizujemy tych marzeń. Jeśli przeszkodą są pieniądze, to tak naprawdę nawet jeśli będziemy je mieli, nie jest pewne, że zrealizujemy nasze cele. Jeśli czegoś sie bardzo pragnie to znajdzie się na to rozwiązanie. 

Nic nie jest dziełem przypadku, ale nie warto obawiać się przyszłości. Wiele osób dąży do pozornej stabilizacji poprzez umowę na czas nieokreślony i zakup mieszkania.  Czy mając takie dobra czujemy się już bezpiecznie? Myślę, że nie ma to większego znaczenia, gdyż życie jest tu i teraz, a przyszłości nigdy nie możemy być pewni.

wtorek, 29 września 2015

Czy warto się przejmować?


Perfekcjonista w każdym calu. Zostaje po godzinach, dopracowuje projekty, ale krótkie terminy robią swoje. Nie wyrabia się i dostaje ochrzan. Słusznie czy nie, przejmuje się tym. Bo co jeśli go zwolnią? Przestaną go szanować, albo lubić? A może zaczną się jeszcze bardziej czepiać? 

Czy warto się przejmować? 

Wszystko zależy od tego, jaka jest atmosfera w pracy. Jeżeli metoda prowadzenia firmy polega na krótkich terminach, wymaga się od pracowników pracy po godzinach i w weekendy, a dodatkowo często traktuje się ich gorzej ze względu na ich nie wiedzę, to nie ma sensu. Bo i po co? Przejmowanie się doprowadzi tylko do stanów przeddepresyjnych albo osłabienia pewności siebie. Prawda jest taka, że najlepiej byłoby uciekać z takiej firmy, ale gdzie zdobyć doświadczenie? Jak zostać mistrzem w swoim fachu bez przygotowania? Może przez jakiś czas uda się zacisnąć zęby i jakoś przecierpieć ten ciężki okres. Może potem będzie lepiej?

Życie jest pełne zagadek. Może będzie lepiej. Nie ma co rozmyślać o tym co będzie w przyszłości, gdy jesteśmy na początku drogi. Mi łatwiej jest nie przejmować się pracą w firmie, w której jest kiepska atmosfera, bo tak naprawdę nie będzie mi żal, gdybym musiała odejść z takiej pracy.  Z drugiej strony w takiej firmie trudniej jest sie zaaklimatyzować, ze względu na ciągłe pretensje ze strony szefa. 

Czy po tym można poznać, że to nie jest "to" miejsce? Jeśli po 2 miesiącach nie chce mi się tam chodzić, to co będzie po 3 albo 4?



poniedziałek, 28 września 2015

Diplome de Patisserie


Mam takie marzenie, żeby kiedyś skończyć kurs cukierniczy w Le Cordon Bleu. Od zawsze lubiłam piec. Ciągle to robię, ale podczas pobytu w Paryżu pierwszy raz zobaczyłam co to jest kunszt cukierniczy. Tam ciastka to nie są zwykłe eklerki czy w-z-tki. Nie są to ciasta z przesłodką kolorową masą plastyczną czy kremem w sztucznym kolorze. Tam wszystko jest piękne, z naturalnych składników, z owocami lub czekoladą. Ciastka wyglądają jak prawdziwe dzieła sztuki. 

Le Cordon Bleu to najsłynniejsza szkoła kulinarna na świecie. Ma swoje oddziały w różnych krajach, ale ta w Paryżu jest najbardziej prestiżowa. Ja jestem zainteresowana tylko kursem cukiernicznym czyli Patisserie, który składa się z 3 części: 
Patisserie de Base
Patisserie Intermediarie
Patisserie Superieure

Po zdobyciu dyplomu, najlepsi studenci mają szanse na 2 miesieczny staż w renomowanych cukierniach we Francji.  Każdy etap trwa 3 miesiące a kurs intensywny czyli przyspieszony 1 miesiąc. Największy problem, oprócz tego, że trzeba znać język francuski to cena tego kursu: 21,600 Euro. Dość sporo, biorąc pod uwage, że do tego trzeba doliczyć też zakwaterowanie w Paryżu. 


Ale czyż nie warto? 

Trzeba mieć odważne marzenia i nie bać się, że kiedyś się zrealizują. Jestem pewna, że kiedyś zdobędę taki dyplom. Wiele osób z mojego otoczenia nie rozumie mojego zachwytu Le Cordon Bleu. Owszem, można wszystkiego nauczyć sie samemu metodą prób i błędów. Ale mieszkanie w Paryżu to co innego. Już nie moge się doczekać kiedy będę mogła sobie na taki wydatek pozwolić. Póki co jest to kwota nie do przejścia dla mnie, ale patrzę pozytywnie w przyszłość. Będzie dobrze :)

niedziela, 27 września 2015

Myśl o sobie dobrze



Nie od dziś wiadomo, że to jak sami o sobie myślimy przenosi się na to jak widzą nas inni ludzie. 

Gdy myślimy, że jesteśmy słabi, nic nam się nie udaje i jesteśmy beznadziejni to tak właśnie będzie. Ale, gdy uważamy się za osoby pewne siebie, odnoszące sukcesy i dobre w tym co robią to tak też będą myśleli inni ludzie. 

Jak mówił Henry Ford: Jeżeli myślisz, że coś możesz lub cze­goś nie możesz, za każdym ra­zem masz rację.

Jeżeli sami w siebie nie wierzymy to kto w nas uwierzy? Nikt nas nie doceni, jeśli sami siebie nie docenimy. Warto więc ćwiczyć pozytywne myślenie i niwelować blokady związane z niską samooceną i niepewnością i myśleć o sobie tylko dobrze.




sobota, 26 września 2015

Rzymska majówka



Miałam to szczęście, że w maju tego roku spędziłam kilka dni w Rzymie. To wspaniałe miasto przepełnione starożytnymi zabytkami, gdzie historia czai się na każdym kroku. Co najbardziej mnie urzekło?

1. Fontanny z wodą pitną
Praktycznie na każdym kroku można spotkać fontanny z woda z akweduktów. Woda jest badana i można ją bez przeszkód pić. Jest to zbawienne podczas upałów, gdyż nie musimy się martwić, że zabraknie nam wody.

2. Metalowe okiennice
W krajach śródziemnomorskim problemem jest zbytnie ogrzewanie się mieszkań w odróznieniu od naszego klimatu, gdzie musimy się trudzić jego ogrzewaniem. Charakterystyczne dla Rzymu są ciemnozielone okiennice, które swietnie kontrastują z budynkami z kamienia, a dodatkowo chronią przed słońcem.

3. Kwieciste balkony
Przepiękne balkony z mnóstwem zwisająycych kwiatów. Chyba nie trzeba już nic więcej dodawać.

4. Pizza na kawałki
W sam raz na przekąskę lub mniejszy obiad. Sam wybierasz jak duzy chcesz kawalek, a placisz za niego w z zależnosci od wagi.

5. Najlepsze na swiecie lody
Lody zupełnie inne niż u nas. Przygotowywane na miejscu z naturalnych składników. Moje ulubione to ananasowo-miętowe.



piątek, 25 września 2015

Grosz do grosza

Postawiłam sobie za cel, aby zgromadzić poduszkę finansową na niespodziewane wydatki. Podobno aż 2/3 Polaków nie ma żadnych oszczędności. To straszne, w jakim stresie się żyje od pierwszego do pierwszego. Ja nie chce się tak stresować i zaczęłam oszczędzać. Na razie jest to 10% zarobków, ale będę to stopniowo zwiększać, mam nadzieje także ze zwiększeniem zarobków.

Wiele osób twierdzi, ze nie ma szans na odkładanie czegokolwiek, gdyż nie ma z czego. Takie podejście jest absurdalne, gdyż wiadomo, że z małych kwot robią się duże, więc warto odkładać cokolwiek. Choćby kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Gdy włożymy te pieniądze na lokatę, albo konto oszczędnościowe zaczną same pracować. Procent składany to jeden z lepszych wynalazków. Przecież choćby 100zł miesiecznie daje 1200zł rocznie plus odsetki, a po 5 latach daje to juz ponad 6300zł z odsetkami np. 2,5%. 

Często bywa tak, że wydatki mamy pod kontrolą, kupujemy tylko najpotrzebniejsze produkty, nie mamy kredytów, a mimo to ciężko coś odłożyć. Gdy zarabia pensję bliską najniższej krajowej jest to bardzo ciężkie. W takim wypadku można tylko myśleć o zwiększeniu dochodów i minimalizowaniu kosztów stałych. Może warto obniżyć abonament, albo poszukać tańszego mieszkania? Może znajdzie się jakaś praca dodatkowa? Szkoda marnować życie na narzekanie na brak pieniędzy. Powinniśmy spełniać swoje marzenia i żyć tak jak tylko chcemy. Jeśli to pieniądze są ograniczeniem, trzeba to pokonać. 

Brak pieniędzy, czy życie na granicy ubóstwa generuje wiele negatywnych emocji. Często te emocje są tak silnie zakorzenione, że osoby te nie potrafią poradzić sobie same z wyjściem na prostą. Są pełne rozgoryczenia i zazdrości i nie rozumieją, że to w jakiej sytuacji się znajdują zależy tylko od nich. 
Dla mnie pieniądze nigdy nie były priorytetem. Pochodzę raczej z rodziny, w której się nie przelewało i możliwe, że przyzwyczaiłam się do tego, że nie mogę mieć wszystkiego co zechcę. Wiadomo, że łatwiej się żyje, gdy mam stałe źródło dochodów, wiem że stać mnie na to co potrzebuje i mogę jechać co kilka miesięcy za granicę. Dlatego nie chcę, aby pieniądze stanowiły dla mnie ograniczenie do spełniania marzeń. Buduję więc skrupulatnie moją poduszkę finansową i powiększam źródła dochodów, aby mieć takie życie o jakim marzę.