sobota, 12 grudnia 2015

Sposoby na stres


W ostatnim czasie stres był bardzo obecny w moim życiu. Obecny to chyba mało powiedziane. Całe moje życie toczyło się tylko wokół sytuacji w pracy. Nie mogłam spać, ciągle czułam drżenie mięśni brzucha, nie mogłam myśleć o niczym innym i miałam same negatywne myśli. Byłam już w sytuacji kryzysowej, kiedy w końcu postanowiłam nie poddawać się tak stresowi i zacząć go zwalczać. Jakie sposoby stosowałam?

1. Kolorowanki
Był to pierwszy "środek" jaki zastosowałam. Byłam w aptece i szukałam jakiś specyfików na uspokojenie, ale wtedy doszłam do wniosku, że suplementy diety nic mi nie pomogą i lepiej kupić kolorowanki dla dorosłych, które ostatnio są bardzo modne. Musiałam też dokupić kredki i zaczęłam kolorować.
Na chwilę pomagało, ale stresu nie udało się zniwelować.

2. Joga
Już kiedyś stosowałam techniki oddechowe, aby się odprężyć. Teraz postanowiłam uruchomić całe ciało. Zrobiłam kilka sesji przez około tydzień. Byłam spokojniejsza i odprężona. Na chwilę udawało mi się oderwać i odprężyć. Spodobało mi się na tyle, że postanowiłam, że w najbliższym czasie zapiszę się na jogę na profesjonalne zajęcia.

3. Kaligrafia
To zajęcie podobne do kolorowanek. Wymaga skupienia na konkretnym zadaniu, które niekoniecznie wymaga od nas dużego wysiłku, a nasze myśli mogą wtedy biegać swobodnie. Kaligrafią pałałam się już kilka lat temu i ciągle planuję się za nią zabrać na poważniej. Może teraz?

4. Melisa
W końcu kupiłam melisę. Wzięłam do pracy i piłam zamiast herbaty.
Bardziej odprężeni byli moi koledzy z pracy, których rozbawił widok melisy w kanciapie.

5. Myślenie pozytywnie
O tym, że to co myślimy wpływa na całe nasze życie wiem już od dawna. Staram się dbać o higienę umysłu i myśleć pozytywnie. Ale w sytuacji przewlekłego stresu, w której się znalazłam nie miałam sił na myślenie pozytywne. Zaczęłam więc znowu oglądać filmiki motywacjne na YouTube i pomogło. Zmieniłam myślenie i odrzuciłam negatywne myśli.

6. Robienie na drutach
To wspaniała technika. Nie dość, że odpręża to dodatkowo jak pożyteczna. Ja robiłam szalik, już jest na ukończeniu. Może zacznę robić sweterek niedługo?

7. Pieczenie ciasteczek
Pieczenie to moja najdłuższa pasja. Piekę amatorsko, ale chciałabym przerobić to na profesjonalne zajęcie. Uwielbiam to robić i obserwować jak ludzie reaguja na moje wypieki.

8. Aromaterapia
Pomarańczowy zapach działa antydepresyjnie. Wlewałam do kominka i otaczałam się pomarańczowa wonią. Było przyjemnie i świątecznie.

9. Muzyka
Nie mam ulubionych zespołów. Muzyki słucham z Internetowego radia, albo z YouTube. W sytuacji kryzysowej wybieram muzykę medytacyjną, klasyczną albo melancholijną.

10. Eliminacja stresu
Gdy okazało się, że stres jest nie do pokononia, ale jesli już uda mi się go pokonać to może się okazać, że w każej chwili może wrócić, podjęłam decyzję: Odchodzę.
Szkoda życia i zdrowia w miejscu, gdzie jest mi tak ciężko, a całe moje życie toczy się tylko w okół pracy. Znajdę miejsce lepsze dla mnie.Wtedy przestałam się tak przejmować i byłam spokojniesza. 
Bo co może się stać najgorszego? Mogą mnie zwolnić. I co z tego, skoro sama chcę odejść?


niedziela, 15 listopada 2015

Zagadkowa przyszłość


Czy jest sens planować przyszłość, gdy nie możemy być pewni jutra?
Czy jest sens przejmować się tym co już się stało jeśli nie możemy już tego zmienić?
Czy jest sens marnować życie na troski i płacz?
Jak żyć pełnią życia, żeby nasze życie nie przeciekało nam przez palce i żebyśmy przeżywali je tak jak chcemy, a nie tak jak inni nam każą?

To trudne pytania i ja ciągle szukam na nie odpowiedzi.

Gdy jest coś w naszym życiu co nam przeszkadza, może warto zastosować zasadę:
Love it, change it, leave it.
Pokocham to co mi przeszkadza, a jeśli się nie uda to zmienię to i zostawię w przeszłości.

A co, gdyby się okazało, że mam śmiertelną chorobę i został mi tylko rok życia?  Co bym wtedy zrobiła? Czy robiłabym to co dziś? Jest to drastyczne pytanie, ale myślę, że to najlepszy sposób, aby wyznaczyć swoje priorytety.
 
Poszukam jakiegoś działania, które będzie połączeniem moich wszystkich umiejętności i dzięki temu będę mogla robić coś innego niż wszyscy i osiągać dzięki temu wymierne korzyści.

Najważniejsze to nie dać się negatywnym emocjom i skupić się na tym co tak naprawdę chcemy robić.









poniedziałek, 9 listopada 2015

Moda na profesjonalizm


Często zastanawia mnie to jak proste aspekty naszego życia są pełne skomplikowanej specjalizacji i profesjonalizmu. Sport, hobby czy nawet przygotowanie zwykłego obiadu.

Dziś nie można zacząć biegać, bez wydania kilkaset złotych na odpowiednią odzież i buty. To samo z każdym innym sportem, a nawet pieczeniem ciasteczek. Należy wyposażyć się w różnorodne foremki, kolorowe posypki i sprzęt do ozdabiania. A gdy chcemy pokolorować obrazek, "musimy" kupić profesjonalną kolorowankę i kredki. 

Tak naprawdę to nic nie musimy, ale myślę, że kupowanie sprzętu to już pewien proces, który pozwala nam uspokoić sumienie, że w końcu zaczęliśmy coś robić. Bo to oczywiste, że możemy biegać w starych adidasach i bawełnianej koszulce, ale nie jest to tak przyjemne jak w profesjonalnej sportowej odzieży. Ale czy mniej męczące? Nie sądzę. 
Czy upieczone ciasto w starej foremce nie będzie tak smaczne jak w nowej w ciekawym kształcie? Pewnie nie, ale za to ładnie wygląda. 
Czy nasza kolorowanka będzie brzydsza, gdy wydrukujemy obrazek z Internetu i pożyczymy kredki od przedszkolaka? Na pewno nie, ale musimy mieć w zanadrzu jakiegoś przedszkolaka.

Nie krytykuje takiego postępu cywilizacji, ale nasuwa mi się myśl, że nasze życie jest coraz bardziej skomplikowane, a nie powinno takie być.

Życie, tak nap­rawdę, jest pros­te. To my sa­mi je niepot­rzeb­nie komplikujemy. 

 


niedziela, 8 listopada 2015

Jak długo można leżeć?



Ostatnie kilka tygodni było dla mnie ciężkim okresem. Bardzo napięta sytuacja w pracy, ciągły stres i łzy, krzyki ze strony szefa oraz brak wypłaty ze względu na "słabe wyniki". Moje pozytywne nastawienie okazało się za słabe na takie okoliczności i przez dobrych kilka dni dałam się stłamsić emocjonalnemu wampirowi jakim okazał się mój obecny szef.

Czy normalna jest sytuacja, kiedy idę do pracy w nadziei, że może dziś mnie zwolnią i nie będę musiała już tam wracać? Jedyna rzecz o której mogę myśleć to praca, nawet w sobotę rano? Na pewno nie.

 Nie chcę, aby moja praca miała aż tak ogromny wpływ na moje życie poza pracą i muszę uwolnić się od Wampira Emocjonalnego.


Cytat za Alchemia kobiecości.
Wampir Sadysta często jest świetnym obserwatorem i posiada talent psychologiczny lub nawet odpowiednią wiedzę. Jest mistrzem manipulacji. Wie jakich użyć słów i argumentów, abyś to Ty wziął na siebie odpowiedzialność za całą sytuację, poczuł się winny, gorszy i jeszcze go przepraszał. Czuje się pewnie tylko gdy z Tobą wygrywa, to daje mu poczucie władzy i kontroli nad Waszą relacją. Czerpie energię z Twojego strachu i niepewności, dlatego często jest wycofany i manifestuje złe humory. To Ty masz się martwić o jego samopoczucie i zabiegać o uwagę. 

Tak zachowuje się mój szef. Obwinia mnie o błędy mimo iż wie, ze to nie moja wina. Śmieje się, gdy się stresuje i przejmuje powodzeniem projektu. Wymusza zostawanie po godzinach

Przez to, że sytuacja w pracy jest kiepska przestało mi zależeć na tym, aby mój szef był zadowolony, bo i tak nigdy nie będzie. Przestałam się przejmować i teraz wychodzę z pracy o odpowiedniej porze i nie robię nadgodzin. Może mnie zwolnić, a ja wcale nie będę płakać :) Najważniejsze to znać swoją wartość i nie dać się zmanipulować. A najlepszym sposobem uwolnienia się od wampira to po prostu ograniczyć z nim kontakty.


Na pocieszenie Muffiny potrójnie czekoladowe z mojego ulubionego bloga Moje wypieki.
Dobrze, że mam odskocznie w postaci wypieku takich słodkości.



poniedziałek, 12 października 2015

Stabilizacja


Według slownika PWN stabilizacja to stan trwałości i równowagi w przebiegu jakichś procesów, w jakiejś dziedzinie życia lub w czyimś życiu.
 
Etat, umowa o pracę na czas nieokreślony i własne mieszkanie. Może być na kredyt. Kochająca żona, zdrowe dzieci. Czy to już stabilizacja?

Jest naturalną sprawą, że każdy człowiek dąży do pewnej stabilizacji aby ograniczyć stres i niepewność o jutro. Jednak jak wiele ludzi, tak wiele jest podejść do tematu stabilizacji. Mi bliskie jest podejście, że życie nie jest przewidywalne i dążenie do stabilizacji nie zawsze okaże się możliwe. Staram się żyć tu i teraz, a o przyszłości myślę w kontekście moich marzeń i planów.

Czy branie kredytu na mieszkanie na 30 lat w mojej obecnej sytuacji zarobkowej będzie dobre, czy okaże się jednak zarzucaniem kotwicy? Nade wszystko cenię sobie wolność. Wolność wyboru tego co chcę robić, gdzie chcę mieszkać i gdzie podróżować. Nie chciałabym, aby kredyt okazał się sznurem, który sprawi, że nie będą mogła korzystać z życia w obawie o to, że nie będę miała z czego opłacić rat. Z drugiej strony dobrze skalkulowany kredyt może okazać się świetnym rozwiązaniem na zabezpieczenie na przyszłość. Wszystko zależy od sytuacji.

Czy pewna praca, ale której się nie lubi jest lepsza od niepewnej, ale takiej która daje spełnienie? Ciągle szukam swojego miejsca i nie chcę ulec pogoni za pozorną stabilizacją. Chciałabym robić wiele rzeczy i nie ograniczać się tylko do jednego zawodu. "Pasja rodzi profesjonalizm" jak mówi Jacek Walkiewicz, dlatego ciągle szukam swojej pasji.







niedziela, 11 października 2015

Nie umiesz


Zdarza się tak w życiu, że ktoś powie nam coś takiego, że zapamiętujemy to na całe życie. Na przykład, że nie umiemy śpiewać, tańczyć albo grać w koszykówkę. Są 2 możliwe drogi. Albo w to uwierzymy, albo nie. 

Jeśli w to uwierzymy, całe nasze życie może być podporządkowane tej jednej opinii. Gdy uwierzymy, że nie umiemy śpiewać może już nigdy nie zaśpiewamy nic w towarzystwie, zawsze będziemy unikać tego jak ognia i dostawać białej gorączki, gdy będzie możliwość, że ktoś usłyszy jak śpiewamy.

Ale gdy nie uwierzymy, może to spowodować, że będziemy chcieli wszystkim udowodnić, że nie mają racji. Będziemy trenować tak ciężko, że osiągniemy mistrzostwo w swojej dziedzinie jak Micheal Jordan. W niego też nikt nie wierzył. W szkole średniej miał nieco ponad 170 cm wzrostu i nic nie zapowiadało, że będzie tak wielkim koszykarzem. Był uparty i to przyniosło mu sukces. 

Ile osób odłożyło swoje marzenia na półkę, przez jedną negatywną opinię? Trzeba wziąć pod uwagę, że osoba, która ją wypowiedziała, już dawno może o tym nie pamiętać. To my sami pielęgnujemy w sobie negatywne uczucia i sprawiamy, że jest to prawdą.

Mamy  możliwość wyboru w co wierzymy, albo nie i to my sami kreujemy nasze życie.


czwartek, 8 października 2015

Fiołeczki

Zaczęło się niewinnie. Kilka listków na próbę do ukorzenienia. Potem pojawiały się kolejne kolory i odmiany. Gdy jedne fiołki zdążyły się ukorzenić i wypuszczały listki - kupowałam kolejne. Tak o to moja kolekcja liczy już ponad 60 roślin i 35 odmian. Poustawiałam je na zwykłym sosnowym regale, by nie raziło ich południowe słońce. Troszczę się o nie i dbam, aby ładnie kwitły.

 
Są bardzo różne. Miniatruki, półminiaturki, normalne i olbrzymie. Z listkami zielonymi, albo z bialymi plamkami. Kwitnące na różowo, niebiesko, fioletowo, biało albo czerwono. Jest ich mnóstwo :)

Mój ulubiony to:

Blackberry Jam, który kwitnie na ciemny fiolet, a do tego ma apetyczną nazwę.



Przyjemne hobby, ale wymagające poświęcenia, jak każde. Trzeba pamiętać o podlewaniu, nawożeniu i przesadzaniu. Ale, gdy tylko pojawią się pierwsze pączki już nie mogę się doczekać kwiatów. Szkoda tylko, że nie pachną.

Czy hodowla fiołków to moja pasja? Ostatnio zastanawiam się nad czym jest pasja i czy pasja musi być jedna przez całe życie? Ja ich miałam mnóstwo, a fiołkami zajmuje się od 2 lat. Myślę, że nie można się ograniczać i trzeba zajmować się wszystkim co nas interesuje. To nic złego, jeśli nie mamy jednej pasji. Nie każdy ma to szczęście. Myślę, że próbowanie wielu różnych rzeczy także jest interesujące, bo rozwija nas na różnych płaszczyznach.


środa, 7 października 2015

Zaangażowanie


Praca zajmuje nam przynajmniej 8 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu. Spędzamy tam bardzo dużo czasu, warto więc, aby praca sprawiała nam przyjemność i nie powodowała, że po pracy jedyne co chcemy to iść do baru albo płakać w poduszkę.

Często, gdy zarabiamy za mało, praca psuje nasz nastrój. Powtarzamy, że gdybyśmy zarabiali 200, 500, 1000 czy 2000 zł więcej to byśmy chętniej chodzili do pracy. Ale czy tak by było? A co jeśli dostaniemy podwyżkę i będziemy zarabiać tyle ile chcieliśmy? Czy wtedy polubimy tą pracę i będziemy ją chętniej wykonywać?

Myślę, że jeśli chodzi o stosunek do pracy, warto brać przykład z Japończyków. Dla nich praca jest częścią życia, jak najbardziej integralną. U nas wiele osób chce jak najszybciej skończyć pracę i mieć czas dla siebie (co jest normalne). Japończycy jednak wyróżniają się tym, że bardzo szanują swoją pracę. Nawet najprostsze zadania wykonują ze starannością i zaangażowaniem. Wiadomo, że Japonia to całkiem inna kultura i to, że tam nadgodziny i brak urlopu to norma u nas tak nie musi być i nie powinno. Ale uważam, że nie powinniśmy spędzać naszego życia w pracy, dla której nie mamy szacunku. 

Najważniejszą rzeczą jest to, żeby wykonywać swoją pracę z zaangażowaniem, jakkolwiek nie byłaby skromna. Wykonywanie swojej pracy z pozytywnym nastawieniem nie pozwala stracić zapału. Łatwiej wtedy docenić korzyści jakie z niej płyną, poczuć dumę i entuzjazm, nie wspominając o korzyściach zewnętrznych (np. podwyżka). Jednak pieniądze nie powinny być jedynym warunkiem pracy, bo życie mija bardzo szybko i trzeba je przeżyć jak najlepiej.




poniedziałek, 5 października 2015

Uśmiech za uśmiech



To niesamowite jak zwykły uśmiech i pogawędka od osoby, po której się tego nie spodziewamy może poprawić nastrój i przywrócić chęć do pracy.

Ja dziś doświadczyłam tego, że to co dajemy innym wraca do nas z podwójną mocą. W piątek wykonałam drobną przysługę dla jednej Pani w Urzędzie i dziś bardzo mi dziękowała za pamięć i nawet przeprowadziła ze mną pogawędkę, wytłumaczyła to czego nie wiedziałam i pomogła. A wydawała się taka sroga! To wspaniale być miłym dla innych i nie oczekiwać nic w zamian. Wtedy są największe niespodzianki :)

A dziś postanowiłam podjąć wyzwanie, które zaproponowała Styledigger - codziennie coś nowego. 
Moje punkty wzorowane na Styledigger:

1. Pobudka o 6:30. Jestem szczęściarą i do pracy idę około 3 minuty więc nie będę wydłużać, ani specjalnie zmieniać trasy. Myślę, że większą fanaberią w moim przypadku będzie pobudka wcześniej niż zwykle i przygotowanie pysznego śniadania.

2. Nauczyć się czegoś nowego. Może nowy skill w projektowaniu stron internetowych, nowa skomplikowana potrawa, kroki barokowego tańca, zrobienie szaliczka :) Ta jesień będzie owocna.

3. Zrób coś czego się boisz... ooo tu będzie spore pole do popisu. Boję się tak wielu rzeczy! Może zagadam do nieznajomego, pójdę sama do kina i na badania do lekarza... Tak na początek.

4. Poczytaj o nowej dziedzinie o której nie masz pojęcia. Na razie nie wiem o czym, ale na pewno coś się znajdzie. W końcu nieustannie przygotowuje się do udziału w 1z10.

A więc codziennie coś nowego :)







czwartek, 1 października 2015

Czarna godzina


Chodzimy do pracy, zarabiamy uczciwie pieniądze, ale nie kupujemy sobie rzeczy, które chcielibyśmy mieć. Gdy kupimy buty za 400zł, albo kurtkę za 500zł bywa, że mamy wyrzuty sumienia. Nie mówiąc już o płaszczu za 1000zł. Mało prawdopodobne jest, że nasi rodzice nas pochwalą za takie wydatki. A gdy babcia dowie się, że nocleg w Paryżu kosztował ponad 100zł za noc, nie będzie mogła spać przez kilka tygodni na myśl o takiej rozrzutności. Daleka jestem od pochwalania wydawania pieniędzy na głupstwa. Sama nie lubię roztrwaniać pieniędzy i buduję swoją poduszkę finansową, ale nie podoba mi się, gdy odmawiamy sobie wszystkich przyjemności i korzystania z rzeczy, które dają nam szczęście.

Wszyscy odkładają na czarną godzinę. Jak mówił Jacek Walkiewicz (mój ulubiony mówca, o którym często będę wspominać) my mamy czarną godzinę, a Anglicy mają happy hours. To pokazuje różnice w podejściu do życia nas Polaków, mocno jeszcze zakorzenionych w PRL-u i obywateli krajów wysokorozwiniętych. Tam wydawanie pieniędzy i kupowanie sobie rzeczy jest naturalne. U nas bardziej myśli się o przyszłości i o tym co nas może spotkać. 

Prawda jest taka, że nie da się wszystkiego przewidzieć, i gdy nadejdzie czarna godzina to rzadko jesteśmy na nią przygotowani mimo poczynionych kroków. W momencie wystąpienia problemów trzeba będzie im stawić czoło i je rozwiązać. Nie ma wiec sensu martwić się o to przez cały czas. Dajmy sobie szansę na robienie tego co chcemy, kupujmy rzeczy które chcemy mieć i nie przejmujmy się ludźmi, którzy tego nie rozumieją.


środa, 30 września 2015

Udało mi się


Często powtarzamy, że coś nam się udało. Nie mówimy, że dzięki ciężkiej pracy zrealizowaliśmy jakieś zadanie, że zdaliśmy egzamin, bo się przygotowaliśmy. Jak mawia mój ulubiony mówca motywacyjny Jacek Walkiewicz, mówiąc, że coś nam się udało, przedstawiamy sprawę jakby była dziełem przypadku. Wynika to po części ze skromności, albo z tego jak nas wychowali rodzice.

Warto sobie uświadomić, że wszystko co nas spotyka jest wynikową naszych decyzji z przeszłości. 

Jeżeli nie realizujmy naszych marzeń, bo spotykamy jakieś przeszkody, to tak naprawdę nigdy nie zrealizujemy tych marzeń. Jeśli przeszkodą są pieniądze, to tak naprawdę nawet jeśli będziemy je mieli, nie jest pewne, że zrealizujemy nasze cele. Jeśli czegoś sie bardzo pragnie to znajdzie się na to rozwiązanie. 

Nic nie jest dziełem przypadku, ale nie warto obawiać się przyszłości. Wiele osób dąży do pozornej stabilizacji poprzez umowę na czas nieokreślony i zakup mieszkania.  Czy mając takie dobra czujemy się już bezpiecznie? Myślę, że nie ma to większego znaczenia, gdyż życie jest tu i teraz, a przyszłości nigdy nie możemy być pewni.

wtorek, 29 września 2015

Czy warto się przejmować?


Perfekcjonista w każdym calu. Zostaje po godzinach, dopracowuje projekty, ale krótkie terminy robią swoje. Nie wyrabia się i dostaje ochrzan. Słusznie czy nie, przejmuje się tym. Bo co jeśli go zwolnią? Przestaną go szanować, albo lubić? A może zaczną się jeszcze bardziej czepiać? 

Czy warto się przejmować? 

Wszystko zależy od tego, jaka jest atmosfera w pracy. Jeżeli metoda prowadzenia firmy polega na krótkich terminach, wymaga się od pracowników pracy po godzinach i w weekendy, a dodatkowo często traktuje się ich gorzej ze względu na ich nie wiedzę, to nie ma sensu. Bo i po co? Przejmowanie się doprowadzi tylko do stanów przeddepresyjnych albo osłabienia pewności siebie. Prawda jest taka, że najlepiej byłoby uciekać z takiej firmy, ale gdzie zdobyć doświadczenie? Jak zostać mistrzem w swoim fachu bez przygotowania? Może przez jakiś czas uda się zacisnąć zęby i jakoś przecierpieć ten ciężki okres. Może potem będzie lepiej?

Życie jest pełne zagadek. Może będzie lepiej. Nie ma co rozmyślać o tym co będzie w przyszłości, gdy jesteśmy na początku drogi. Mi łatwiej jest nie przejmować się pracą w firmie, w której jest kiepska atmosfera, bo tak naprawdę nie będzie mi żal, gdybym musiała odejść z takiej pracy.  Z drugiej strony w takiej firmie trudniej jest sie zaaklimatyzować, ze względu na ciągłe pretensje ze strony szefa. 

Czy po tym można poznać, że to nie jest "to" miejsce? Jeśli po 2 miesiącach nie chce mi się tam chodzić, to co będzie po 3 albo 4?



poniedziałek, 28 września 2015

Diplome de Patisserie


Mam takie marzenie, żeby kiedyś skończyć kurs cukierniczy w Le Cordon Bleu. Od zawsze lubiłam piec. Ciągle to robię, ale podczas pobytu w Paryżu pierwszy raz zobaczyłam co to jest kunszt cukierniczy. Tam ciastka to nie są zwykłe eklerki czy w-z-tki. Nie są to ciasta z przesłodką kolorową masą plastyczną czy kremem w sztucznym kolorze. Tam wszystko jest piękne, z naturalnych składników, z owocami lub czekoladą. Ciastka wyglądają jak prawdziwe dzieła sztuki. 

Le Cordon Bleu to najsłynniejsza szkoła kulinarna na świecie. Ma swoje oddziały w różnych krajach, ale ta w Paryżu jest najbardziej prestiżowa. Ja jestem zainteresowana tylko kursem cukiernicznym czyli Patisserie, który składa się z 3 części: 
Patisserie de Base
Patisserie Intermediarie
Patisserie Superieure

Po zdobyciu dyplomu, najlepsi studenci mają szanse na 2 miesieczny staż w renomowanych cukierniach we Francji.  Każdy etap trwa 3 miesiące a kurs intensywny czyli przyspieszony 1 miesiąc. Największy problem, oprócz tego, że trzeba znać język francuski to cena tego kursu: 21,600 Euro. Dość sporo, biorąc pod uwage, że do tego trzeba doliczyć też zakwaterowanie w Paryżu. 


Ale czyż nie warto? 

Trzeba mieć odważne marzenia i nie bać się, że kiedyś się zrealizują. Jestem pewna, że kiedyś zdobędę taki dyplom. Wiele osób z mojego otoczenia nie rozumie mojego zachwytu Le Cordon Bleu. Owszem, można wszystkiego nauczyć sie samemu metodą prób i błędów. Ale mieszkanie w Paryżu to co innego. Już nie moge się doczekać kiedy będę mogła sobie na taki wydatek pozwolić. Póki co jest to kwota nie do przejścia dla mnie, ale patrzę pozytywnie w przyszłość. Będzie dobrze :)

niedziela, 27 września 2015

Myśl o sobie dobrze



Nie od dziś wiadomo, że to jak sami o sobie myślimy przenosi się na to jak widzą nas inni ludzie. 

Gdy myślimy, że jesteśmy słabi, nic nam się nie udaje i jesteśmy beznadziejni to tak właśnie będzie. Ale, gdy uważamy się za osoby pewne siebie, odnoszące sukcesy i dobre w tym co robią to tak też będą myśleli inni ludzie. 

Jak mówił Henry Ford: Jeżeli myślisz, że coś możesz lub cze­goś nie możesz, za każdym ra­zem masz rację.

Jeżeli sami w siebie nie wierzymy to kto w nas uwierzy? Nikt nas nie doceni, jeśli sami siebie nie docenimy. Warto więc ćwiczyć pozytywne myślenie i niwelować blokady związane z niską samooceną i niepewnością i myśleć o sobie tylko dobrze.




sobota, 26 września 2015

Rzymska majówka



Miałam to szczęście, że w maju tego roku spędziłam kilka dni w Rzymie. To wspaniałe miasto przepełnione starożytnymi zabytkami, gdzie historia czai się na każdym kroku. Co najbardziej mnie urzekło?

1. Fontanny z wodą pitną
Praktycznie na każdym kroku można spotkać fontanny z woda z akweduktów. Woda jest badana i można ją bez przeszkód pić. Jest to zbawienne podczas upałów, gdyż nie musimy się martwić, że zabraknie nam wody.

2. Metalowe okiennice
W krajach śródziemnomorskim problemem jest zbytnie ogrzewanie się mieszkań w odróznieniu od naszego klimatu, gdzie musimy się trudzić jego ogrzewaniem. Charakterystyczne dla Rzymu są ciemnozielone okiennice, które swietnie kontrastują z budynkami z kamienia, a dodatkowo chronią przed słońcem.

3. Kwieciste balkony
Przepiękne balkony z mnóstwem zwisająycych kwiatów. Chyba nie trzeba już nic więcej dodawać.

4. Pizza na kawałki
W sam raz na przekąskę lub mniejszy obiad. Sam wybierasz jak duzy chcesz kawalek, a placisz za niego w z zależnosci od wagi.

5. Najlepsze na swiecie lody
Lody zupełnie inne niż u nas. Przygotowywane na miejscu z naturalnych składników. Moje ulubione to ananasowo-miętowe.



piątek, 25 września 2015

Grosz do grosza

Postawiłam sobie za cel, aby zgromadzić poduszkę finansową na niespodziewane wydatki. Podobno aż 2/3 Polaków nie ma żadnych oszczędności. To straszne, w jakim stresie się żyje od pierwszego do pierwszego. Ja nie chce się tak stresować i zaczęłam oszczędzać. Na razie jest to 10% zarobków, ale będę to stopniowo zwiększać, mam nadzieje także ze zwiększeniem zarobków.

Wiele osób twierdzi, ze nie ma szans na odkładanie czegokolwiek, gdyż nie ma z czego. Takie podejście jest absurdalne, gdyż wiadomo, że z małych kwot robią się duże, więc warto odkładać cokolwiek. Choćby kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Gdy włożymy te pieniądze na lokatę, albo konto oszczędnościowe zaczną same pracować. Procent składany to jeden z lepszych wynalazków. Przecież choćby 100zł miesiecznie daje 1200zł rocznie plus odsetki, a po 5 latach daje to juz ponad 6300zł z odsetkami np. 2,5%. 

Często bywa tak, że wydatki mamy pod kontrolą, kupujemy tylko najpotrzebniejsze produkty, nie mamy kredytów, a mimo to ciężko coś odłożyć. Gdy zarabia pensję bliską najniższej krajowej jest to bardzo ciężkie. W takim wypadku można tylko myśleć o zwiększeniu dochodów i minimalizowaniu kosztów stałych. Może warto obniżyć abonament, albo poszukać tańszego mieszkania? Może znajdzie się jakaś praca dodatkowa? Szkoda marnować życie na narzekanie na brak pieniędzy. Powinniśmy spełniać swoje marzenia i żyć tak jak tylko chcemy. Jeśli to pieniądze są ograniczeniem, trzeba to pokonać. 

Brak pieniędzy, czy życie na granicy ubóstwa generuje wiele negatywnych emocji. Często te emocje są tak silnie zakorzenione, że osoby te nie potrafią poradzić sobie same z wyjściem na prostą. Są pełne rozgoryczenia i zazdrości i nie rozumieją, że to w jakiej sytuacji się znajdują zależy tylko od nich. 
Dla mnie pieniądze nigdy nie były priorytetem. Pochodzę raczej z rodziny, w której się nie przelewało i możliwe, że przyzwyczaiłam się do tego, że nie mogę mieć wszystkiego co zechcę. Wiadomo, że łatwiej się żyje, gdy mam stałe źródło dochodów, wiem że stać mnie na to co potrzebuje i mogę jechać co kilka miesięcy za granicę. Dlatego nie chcę, aby pieniądze stanowiły dla mnie ograniczenie do spełniania marzeń. Buduję więc skrupulatnie moją poduszkę finansową i powiększam źródła dochodów, aby mieć takie życie o jakim marzę.

czwartek, 24 września 2015

W poprzednim wcieleniu...


... musiałam mieszkać we Francji. Jestem tego pewna, gdyż od zawsze ten kraj był dla mnie bardzo pociągający. Francuskie jedzenie, francuski styl i szyk i melodyjny język. Gdy jeszcze pomyślę, że urodziłam się dokładnie w stuletnią rocznicę otwarcia wieży Eiffla'a to jest to już stuprocentowy znak, że tam jest moje miejsce.

Lubię sobie wyobrażać, że kiedyś spędzałam czas na dworach królewskich, paradując w barokowych sukniach, w których teraz trudno byłoby się zmieścić w drzwiach. Wieczorami tańczyłam Menueta, a w ciągu dnia szydełkowałam i czytałam książki albo jeździłam konno. Być może byłam jedną z dam, o której rękę bili się możni tamtego świata? Z pewnością latem doglądałam mojego ogrodu pełnego wonnych kwiatów. Moje życie toczyło się powoli, a ja byłam szczęśliwa i bardzo lubiłam Paryż. Tak bardzo, że do teraz, w kolejnym wcieleniu mam do niego taki sentyment.

W Paryżu byłam w tamtym roku i spędziłam tam raptem tydzień. Wystarczyło, żeby poczuć klimat, ale za krótko, aby zaspokoić francuski głód, który we mnie tkwi. Na pewno jeszcze kiedyś tam pojadę, a może spełnię swoje marzenie i zamieszkam tam choćby na kilka miesięcy? Może akurat będzie to podczas kursu Pattiserie w Le Cordon Bleu? Byłoby super :)

Teraz oglądam zdjęcia z mojego pobytu, uczę się języka francuskiego i czasami przygotowuje francuskie potrawy. Makaroniki, Creme brulee, Canard Confit i Quiche Lorraine. Oglądam ulubiony film "Amelia" albo musical "Belle" z Garou i nie mogę się doczekać kiedy pojadę zwiedzić inne zakątki Francji.

środa, 23 września 2015

Jak nie wpaść w depresję...


...z powodu jesiennej chandry?

Dziś pierwszy dzień jesieni, a za oknem mamy piękną złotą jesień. Jesień ma wiele kolorów i możliwe, że niedługo czeka nas plucha i deszcz. Pogoda bardzo wpływa na nasz nastrój. Jak sobie poradzić z obniżonym samopoczuciem? Ja stosuję kilka trików.

Ubieram kolory
Najbardziej lubię nosić zielony płaszcz, który nastraja mnie optymizmem. Jest to mój ulubiony kolor. Innym razem noszę kolorowy szal lub sweterek. Warto czymś przełamać spokojne kolory jesiennych ubrań.

Piekę ciasto
Uwielbiam piec ciasta. Latem rzadko piekę, bo jest za gorąco i nie chcę dogrzewać mieszkania piekarnikiem. Ale jesień to co innego. Jesienne ciasta ze śliwkami lub jabłkami wprawią w doskonały nastrój, a zapach piekącego się ciasta dodatkowo pobudzi nasze zmysły.

Oglądam zdjęcia z wakacji
Z wakacji zawsze przywozimy mnóstwo zdjęć. Gdy za oknem deszcz, wakacyjne obrazki są jak znalazł. Może to dobry moment, aby zmontować jakiś filmik?

Uczę się języków obcych
Mam kompleks języków obcych, gdyż nie umiem ich zbyt dobrze. Ciągle pracuję nad angielskim , a teraz przypominam sobie francuski. Jesienią więcej czasu spędzam w domu, więc wykorzystuję to do nauki. Korzystam z platformy Duolingo i jestem bardzo zadowolona.

Gorąca herbata i książka
Herbatę pijam litrami. Moje motto życiowe to: "Dzień bez dziesięciu herbat jest dniem straconym". Gdy jest chłodniej, lubię zaparzać sobie herbatę w dzbanku z podgrzewaczem, aby ciągle była gorąca. Do tego fotel z kocykiem i ciekawa książka. Jesień sprzyja relaksowi.


Lubię jesień właśnie za to, że możemy odpocząć. Bezkarnie opychać się ciastem i czytać książki od razu po powrocie z pracy, gdyż jest już za ciemno, żeby wychodzić. Lubię zbierać kasztany i jesienne liście. Lubię ciepłe światło lampki przy fotelu. Lubię kakao przed zaśnięciem i zupę dyniową na obiad.

Kto jeszcze lubi jesień?


wtorek, 22 września 2015

Maltańska kuchnia - Top 5



W tym roku celem naszych wakacji była Malta. Malutka wyspa na Morzu Śródziemnym, o której wiedziałam tylko, że jest w UE i jej stolicą jest Valetta.

Malta nas nie zawiodła. Cieszę się, że poszerzyłam swoje horyzonty, i poznałam Maltę, ma świetny klimat i ciekawą historię (dopiero w 1964 uzyskała niepodległość od Wielkiej Brytanii). Na ulicach oprócz angielskiego, wśród turystów króluje język polski. Nie sądziłam, że Malta jest tak popularna wśród naszych rodaków!

Malta zadziwia na każdym kroku. W jednym miejscu jest rajską wyspą, w innym tłumnym miastem. Warto tam jechać i spróbować tamtejszych przysmaków. Maltańska ziemia nie jest urodzajna. Dużo pracy muszą wkładać maltańczycy, aby coś wyhodować. Większość rzeczy jest sprowadzana z zagranicy, a jedynym zwierzęciem, które jest hodowane to fenek czyli królik. Na każdym kroku da się też odczuć wpływ Wielkiej Brytanii i krajów śródziemnomorskich. Jest czego próbować :)

Moja lista TOP 5 Malty;

1. Kinie
Napój z gorzkich pomarańczy z ziołami. Był zbawienny podczas maltańskich upałów i piłam go litrami. Smak, który na zawsze pozostanie w moich wspomnieniach. Nie każdemu przypadł do gustu, ale dla mnie był idealny. Cena 0,5l- 0,7€, 1,5l - 1,5€

2. Pastizzi
Malutkie przekąski z ciasta francuskiego nadziewane serkiem ricotta albo groszkiem. Idealne na drugie śniadanie. Cena 1szt. - 0,3€

3. Aljotta
Zupa rybna z pomidorami. Tradycyjna zupa, którą zjedliśmy w restauracji w pobliżu targu rybnego w Marsaxlokk. Bardzo dobra, choć obsługa w restauracji nie była zbyt miła. Następnym razem wybrałabym mniej zatłoczone miejce na obiad. Cena 6€

4. Rabbit Stew
Duszony królik w winie z pomidorami. Ciekawy smak, choć troszkę przeszkadzały kosteczki, ale warto się pomęczyć. Zjedliśmy obiad w cudownym miejscu na Gozo, w wiosce Xlendii. Po całym dniu jazdy rowerem to była niezła uczta. Cena 14€.

5. Nugat
Do kupienia w wielu miejscach na Malcie i we wszystkich sklepach z pamiątkami. Występuje w różnych smakach: waniliowym, czekoladowym, truskawowym, bananowym i miętowym. Smaczny, słodki i z orzechami. Cena 1,1€


Co jeszcze próbowaliśmy?
Qassatat - sakiewki z kruchego ciasta z serkiem ricotta albo groszkiem.
Ftira - pizza z ziemniakami, pomidorami i anchois - przysmak na Gozo
Cisk - lokalne piwo
Lampuka - ryba z rodziny dorszowatych
Ryba miecz  i owoce morza,
i wiele innych rzeczy, bo kuchnia maltańska jest bardzo ciekawa. Żałuję tylko, że nie udało mi się kupić żadnej gazetki z przepisami.


poniedziałek, 21 września 2015

Jeśli nie wiesz dokąd idziesz...



... nigdy tam nie dojdziesz.

Będąc nastolatką miałam całą ścianę obwieszoną takimi mądrościami. 
"Pieczone gołąbki nie same lecą do gąbki"
"Jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz" i tym podobne. Zabawne, że ciągle mam je w pamięci. Przydaja się czasami podczas oglądania "1 z 10", ale w życiu codziennym także.

Czy wiesz dokąd idziesz? 

Co chcesz osiągnąć, kim chcesz być i co chcesz przeżyć?

Gdy czasem pytam kogoś, gdzie chce pracować po studiach, słyszę, że "Gdzie mnie przyjmą". Wiadomo, że rynek pracy jest ciężki i na początku trzeba łapać się pierwszej lepszej możliwości. Potem będzie łatwiej przeskoczyć na inną płaszczyznę. Może jednak nie warto zostawiać wszystkiego przypadkowi?

Gdy rekruter zadaje pytanie na rozmowie rekrutacyjnej: "Kim chce Pan być za 5 lat?" słyszy wymyślone regułki i utarte odpowiedzi, gdyż nie każdy wie kim chce być za 5 lat. Sama tak odpowiadałam, gdyż nigdy nie możemy być pewni, co bedziemy robić za 5 lat. To bardzo dużo czasu i wszystko może się wtedy zmienić. Możemy calkowicie zmienić branżę i bieg kariery.  Ale niektóre rzeczy będą niezmienne. Np. to, że nie przestaniemy się rozwijać, uczyć nowych języków, podróżować. Nie wiem czy rekrutera takie odpowiedzi zadowolą, ale warto przygotować takie odpowiedzi dla siebie, żeby nie zapomnieć co chcemy osiągnąć, bo bez konkretnego celu nigdy nam się to nie uda.

Czy Michael Jordan byłby najsławniejszym koszykarzem, gdyby nie podporządkował całego życia temu celowi? Czy Ingvar Kamprad stworzyłby IKEA, gdyby nie wiedział dokąd chce iść? A Walt Disney, Albert Einstein czy Henry Ford? Co by było, gdyby w pewnym momencie się poddali? Świat jest pełen ludzi sukcesu, którzy uświadamiają nam, że warto mieć cele i wytrwale dążyć do ich spełnienia.

Nie zawsze będziemy iść wydeptaną ścieżką. Bywa, że musimy przedzierać się przez dżunglę, oganiając się od przeszkód spadających ze wszystkich stron. Jednak pewne jest to, że nawet najgęstsza puszcza kiedyś się kończy, a my wzmocnieni upadkami dotrzemy do celu. Ważne, żeby wizja dotarcia do celu motywowała nas pozytywnie do działania, a jego osiągnięcie dawało nam szczęście i poczucie spełnienia.



niedziela, 20 września 2015

Nie uśpij w sobie dziecka


Odkąd pamiętam lubiłam żyć bardziej w przyszłości niż tu i teraz. Żyłam w sferze marzeń, a najlepiej pomagały mi w tym książki. Szczególnie książki dla dzieci. 

Jakiś czas temu, nie pamiętam już teraz zupełnie jak to się stało, ale zaczęłam sobie przypominać literaturę mojego dzieciństwa. Na pierwszy ogień poszły "Dzieci z Bullerbyn", "Karolcia", "Dr Dolittle", "O psie który jeździł koleją". Wspaniałe książki z morałem, ale niestety ich treść już dawno ulotniła się z mojej głowy więc trochę czułam się jakbym czytała je po raz pierwszy. Czytało się je lekko i przyjemnie. Duże literki, proste zdania - kilka godzin przyjemności. Znowu płakałam, gdy Lampo wpadł pod pociąg, trzymałam kciuki za Karolcię i jej koralik, śmiałam się w głos, gdy Kaczka upiekła ciasto dla Dr Dollitle i żałowałam, że nie miałam takiego dzieciństwa jak Dzieci z Bullerbyn. Szkoda tylko, że nie mam 10 lat jak kiedyś.

Te książki przypomniały, że nie można przestać pielęgnować w sobie wewnętrznego dziecka. Jak dzieci powinniśmy, żyć we własnym tempie, cieszyć się każdą chwilą i nie martwić się na zapas, być tym kim się chce być i nie przestawać doświadczać nowych rzeczy. 

Teraz czuję, że znowu chętnie zanurzę się w taką literaturę. Może "Ania z Zielonego Wzgórza"? "Harry Potter", "Mały Książe", "Mikołajek" albo "Tajemniczy Ogród". Wybór jest spory :)

Życie własnym życiem



Każdy ma tylko jedno życie i szkoda byłoby je przeżyć niewłaściwie. Podobno na łożu śmierci ludzie najbardziej żałują, że żyli życiem innych a nie swoim. Nikt nie wspomina, że za mało pracował, miał za mało pieniędzy, albo był za mało sławny. Najważniejsze okazuje się, aby być szczęśliwym, robić to co się kocha, a nie to czego oczekują od nas inni. 

Jak więc żyć własnym życiem? 

Dla mnie najtrudniejsze jest to, aby nie przejmować się opinią innych osób. Każdy ma prawo do swojego zdania, ale trzeba nauczyć się odsiewać to od prawdy o sobie, którą sami znamy. Nie powinniśmy polegać jedynie na opiniach innych osób, aby nie osłabiać swojej pewności siebie, a właśnie budować ja na asertywności i miłości do siebie.

Konieczne jest aby mieć marzenia i cele. Dokładnie nakreślone i zdefiniowane, tak aby można było ułożyć plan realizacji. Uczucie spełnienia własnych marzeń to znak życia własnym życiem. Wspomnienia to jedna z rzeczy, której nikt nie jest w stanie nam odebrać. Ja dawno temu przygotowałam listę marzeń, na której wypisałam miejsca i sytuacje, które chciałabym zobaczyć i osiągnąć. Rzadko do niej zaglądam, ale bardzo mnie cieszy, gdy okazuje się, że podczas mojej "nieobecności" udało mi się spełnić jakieś marzenie. Takie sytuacje od razu uskrzydlają i wtedy w euforii dopisuję nowe pozycję do listy marzeń, bo nigdy nie można przestać marzyć.

Bardzo ważne jest, aby otaczać się wartościowymi ludźmi, których podziwiamy i które pomogą nam w jakiś sposób zrealizować własne cele. Nie warto marnować czasu na relacje, które wysysaja z nas energię czyli na tzw. wampiry emocjonalne. Jeśli ktoś krytykuje nasze zdanie i pomysły, i nie jest to krytyka konstruktywna to nie warto zaprzątać sobie tym głowy. Jak mówi powiedzenie "Jeśli wpadniesz między wrony, będziesz krakać tak jak one". Może warto więc poszukać stadka wron, które będzie dla nas inspiracją?

Warto doceniać też każde miejsce, w którym przebywamy i ludzi, którzy sa z nami. Ćwiczenie uważności na pewno się przyda. Celebrowanie zwykłych momentów sprawia, że przestają być zwykłe, a nasze życie staje się pełniejsze i wartościowsze. Ja bardzo lubię niedzielne poranki, kiedy z MM przygotowujemy śniadanie i potem razem je jemy. W ciągu tygodnia rzadko razem jemy śniadanie, dlatego cieszę się, że udaje się to przynajmniej w weekendy.


sobota, 19 września 2015

Zmiana za zmianą


2 miesiące temu zmieniłam pracę. Wiązało się to ze sporym stresem. Porzuciłam pracę w stabilnej firmie, umowę na czas nieokreślony i wyjazdy za granicę. Teraz robię coś co jest najbardziej związane z moim wykształceniem z dotychczas wykonywanych zawodów. Jestem w tym jednak bardzo początkująca, więc spotyka mnie sporo stresu i muszę ciagle się dokształcać. 

Między innymi jest to powód dla którego ciągle szukam swojego miejsca. Nie jestem pewna czy to praca dla mnie. Chciałam spróbować, ale czy po 2 miesiącach można już określić czy to miejsce dla mnie? Czy to nie za wcześnie? Z drugiej strony jeżeli wiem, że to nie miłość od pierwszego wejrzenia po co brnąć dalej? 

Teraz mam okazję do zmiany pracy, ale myślę że po jednej okazji przyjdzie kolejna... Nie można poddawać się tak szybko. Mam wrażenie też, że człowiekowi łatwiej przychodzi wdrażanie kolejnych zmian, gdy zrobi już jakiś krok. Teraz perspektywa zmiany pracy nie stanowi dla mnie takiego stresu jak stanowiła kilka miesięcy temu. Myślę, że najważniejsze jest pozytywne nastawienie, zaangażowanie i wszystko się na pewno się ułoży.

czwartek, 23 kwietnia 2015

Minimalizm



Od jakiegoś czasu zgłębiam tajemną wiedzę na temat minimalizmu. Filozofia ta bardzo przypadła mi do gustu i bardzo mi odpowiada. Nie lubię otaczać się dużą ilością rozpraszaczy, kupować dużo rzeczy ani wydawać pieniędzy więc kiedy chciałam zacząć pewne zasady ograniczania ilości rzeczy okazało się, że nie wiele rzeczy mogę jeszcze ograniczyć.

Zrobiłam przegląd szafy, w celu pozbycia się ubrań, w których nie chodzę, ale okazało, że nie mam takich ubrań, a co więcej mam tak mało ubrań, że nie ma co ograniczać. Co więcej - mam za mało ubrań i muszę mocno doposażyć szafę. Po przeczytaniu posta Styledigger postanowiłam zbudować sobie bazę ubrań. Pod wpływem promocji w Mango kupiłam 3 pary spodni, spódnicę i 5 koszulek. Potem kupiłam 2 pary butów i potrzebuje jeszcze spódnicę i sandały. Zawsze miałam problem z szybko zużywającymi się ubraniami. Powód był oczywisty. Kiedy ma się 2 pary spodni i 2 swetry, na pewno długo nie wytrzymają ciągłego chodzenia mimo, że będą dobrej jakości. Dlatego teraz skupiam się na zbudowaniu kompletnej szafy, dobrej jakości i pełnej ubrań, które pasują do siebie, a także do mojej sylwetki.

Potem zajęłam się moją biblioteczka. Wystawiłam na sprzedaż 3 książki. 1 się sprzedała. Posiadam wiele książek, które lubię i chciałabym je jeszcze kiedyś przeczytać, więc pozbywam się tylko tych, które nie mają dla mnie wartości.

Od prawie roku spisuję i kontroluję wydatki. Tu też mam wszystko pod kontrolą i ciężko byłoby jeszcze coś ograniczyć, tym bardziej, że wszyscy zarzucają mi, że za mało wydaję na jedzenie.

Od dawna, zupełnie nieświadomie stosuję dietę informacyjną. Kiedyś było mi wstyd, że nie wiem co się dzieje na świecie i w Polsce, teraz okazuje się, że dla niektórych to wielka zaleta i powód do dumy.

Strefą, która ciągle jest dla mnie męcząca to praca. Marzę o pracy z elastycznymi godzinami pracy, z możliwością pracy w różnych miejscach i dającą poczucie spełnienia. Liczę, że znajdę to o czym marzę. Najgorsze jest jednak rozdarcie. Czy zająć się zmienianiem branży i poświęcić na to wiele godzin (wg badań 1000 h potrzebne jest, aby opanować temat), czy jednak szukać tego co jest zgodne z wykształceniem, interesuje mnie, ale nie do końca spełnia warunki elastyczności. A może rozwiązanie jest po środku?




środa, 22 kwietnia 2015

Którą srokę wybrać?



Ciągle spędzam czas (marnuję?) na poszukiwaniach ulubionego zajęcia, które stało by się moją nową pasją/pracą. Ostatnio zaczęłam uczyć się programowania. Kto wie czy nie powinnam być informatykiem? Gdybym teraz wybierała studia wybrałabym informatykę, a nie budownictwo. Gdzieś przeczytałam, że gdy poczujemy jakiś impuls do zmiany trzeba reagować od razu. Więc póki byłam w stanie flow, szybko zapisałam się na darmowy kurs w codecademy i zrobiłam już jeden kurs HTML/CSS. Teraz jestem w Javascript i idzie mi troszkę gorzej, ale nie poddaje się. Z drugiej strony czy wystarczy mi czasu, żeby się przebranżowić? Może jestem już za stara?

Od zawsze moją pasją jest cukiernictwo. Ale nie wiem czy to moje wymarzone zajęcie. Gdy patrzę na francuskie patisserie moje serce stara się krzyczeć: TAK, na pewno! Ale w Polsce wygląda to niestety trochę inaczej. Tak czy siak, postanowiłam podjąć wyzwanie (które sama zaproponowałam) i przygotowuję słodki kącik na wesele mojej siostry - będzie ciekawie.

Kolejne moje hobby to fiołki afrykańskie. Zapraszam na mojego bloga. Posiadam już małą kolekcję i kiedyś planowałam, że będę mogła sprzedawać nadliczbowe okazy, ale to raczej forma kieszonkowego, niż poważnego biznesu :)

Takich zajęć krótko i długoterminowych było więcej: kaligrafia, pisanie książki, grafika, florystyka itd. ale nic nie zaciekawiło mnie na tyle (albo przestałam się tym interesować), żeby związać się z tym na dłużej.

Prawdopodobnie popełniam błąd, gdyż powinnam się skupić na jednej rzeczy, a ja ciągle ciągnę kilka srok za ogon. Mam tylko nadzieję, że znajdę w końcu moje wymarzone zajęcie.

czwartek, 8 stycznia 2015

Wymarzona praca

Zima za oknem, a w moim sercu jesień. Nie ze względu na życie osobiste - tu jest wiosna :), ale ze względu na rozwój osobisty. Praca pochłania mnie od 8 do 16, plus nadgodziny oraz stres i rozmyślania już poza pracą. Szukam i ciągle myślę o mojej idealnej pracy. I nie mogę wymyślić.
Podobno odpowiedź znajdzie nas sama, gdy przestaniemy szukać. Ale czy moja intuicja jest na tyle rozwinięta? Liczę na to, że znajdę odpowiedź i znajdę pracę, która będzie zgodna z moją listą. Taką samą listę zrobiłam kilka lat temu, dotyczącą cech mojego wymarzonego chłopaka. I co ciekawe - po pół roku spotkałam chłopaka, który posiadał wszystkie wymienione przeze mnie cechy. Do tej pory często zaglądam do tej listy i konfrontuje ją z rzeczywistością. Póki co wszystko bez zmian :) Liczę więc na to, że ten sposób będzie też pomocny w poszukiwaniu wymarzonej pracy:


Cechy, które musi  posiadać moja wymarzona praca:

1. Możliwość rozwoju osobistego i pogłębiania wiedzy
2. Ciekawa i interesująca praca - w branży budownictwa ekologicznego lub wykończeń wnętrz
3. Elastyczne godziny pracy
4. Możliwość pracy z każdego miejsca na świecie (możliwość podróżowania (nie chodzi o podróże służbowe) i pracowania jednocześnie)
5. Dobre zarobki - na poziomie średniej krajowej
6. Miła i przyjazna atmosfera w pracy


Cechy, które może posiadać:
1. Brak nadmiernego stresu
2. Zarobki wyższe niż średnia krajowa


Cechy, których nie może posiadać:
1. Arogancki szef i współpracownicy

Lista będzie uaktualniana :)