Odkąd pamiętam lubiłam żyć bardziej w przyszłości niż tu i teraz. Żyłam w sferze marzeń, a najlepiej pomagały mi w tym książki. Szczególnie książki dla dzieci.
Jakiś czas temu, nie pamiętam już teraz zupełnie jak to się stało, ale zaczęłam sobie przypominać literaturę mojego dzieciństwa. Na pierwszy ogień poszły "Dzieci z Bullerbyn", "Karolcia", "Dr Dolittle", "O psie który jeździł koleją". Wspaniałe książki z morałem, ale niestety ich treść już dawno ulotniła się z mojej głowy więc trochę czułam się jakbym czytała je po raz pierwszy. Czytało się je lekko i przyjemnie. Duże literki, proste zdania - kilka godzin przyjemności. Znowu płakałam, gdy Lampo wpadł pod pociąg, trzymałam kciuki za Karolcię i jej koralik, śmiałam się w głos, gdy Kaczka upiekła ciasto dla Dr Dollitle i żałowałam, że nie miałam takiego dzieciństwa jak Dzieci z Bullerbyn. Szkoda tylko, że nie mam 10 lat jak kiedyś.
Te książki przypomniały, że nie można przestać pielęgnować w sobie wewnętrznego dziecka. Jak dzieci powinniśmy, żyć we własnym tempie, cieszyć się każdą chwilą i nie martwić się na zapas, być tym kim się chce być i nie przestawać doświadczać nowych rzeczy.
Teraz czuję, że znowu chętnie zanurzę się w taką literaturę. Może "Ania z Zielonego Wzgórza"? "Harry Potter", "Mały Książe", "Mikołajek" albo "Tajemniczy Ogród". Wybór jest spory :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz