środa, 30 września 2015

Udało mi się


Często powtarzamy, że coś nam się udało. Nie mówimy, że dzięki ciężkiej pracy zrealizowaliśmy jakieś zadanie, że zdaliśmy egzamin, bo się przygotowaliśmy. Jak mawia mój ulubiony mówca motywacyjny Jacek Walkiewicz, mówiąc, że coś nam się udało, przedstawiamy sprawę jakby była dziełem przypadku. Wynika to po części ze skromności, albo z tego jak nas wychowali rodzice.

Warto sobie uświadomić, że wszystko co nas spotyka jest wynikową naszych decyzji z przeszłości. 

Jeżeli nie realizujmy naszych marzeń, bo spotykamy jakieś przeszkody, to tak naprawdę nigdy nie zrealizujemy tych marzeń. Jeśli przeszkodą są pieniądze, to tak naprawdę nawet jeśli będziemy je mieli, nie jest pewne, że zrealizujemy nasze cele. Jeśli czegoś sie bardzo pragnie to znajdzie się na to rozwiązanie. 

Nic nie jest dziełem przypadku, ale nie warto obawiać się przyszłości. Wiele osób dąży do pozornej stabilizacji poprzez umowę na czas nieokreślony i zakup mieszkania.  Czy mając takie dobra czujemy się już bezpiecznie? Myślę, że nie ma to większego znaczenia, gdyż życie jest tu i teraz, a przyszłości nigdy nie możemy być pewni.

wtorek, 29 września 2015

Czy warto się przejmować?


Perfekcjonista w każdym calu. Zostaje po godzinach, dopracowuje projekty, ale krótkie terminy robią swoje. Nie wyrabia się i dostaje ochrzan. Słusznie czy nie, przejmuje się tym. Bo co jeśli go zwolnią? Przestaną go szanować, albo lubić? A może zaczną się jeszcze bardziej czepiać? 

Czy warto się przejmować? 

Wszystko zależy od tego, jaka jest atmosfera w pracy. Jeżeli metoda prowadzenia firmy polega na krótkich terminach, wymaga się od pracowników pracy po godzinach i w weekendy, a dodatkowo często traktuje się ich gorzej ze względu na ich nie wiedzę, to nie ma sensu. Bo i po co? Przejmowanie się doprowadzi tylko do stanów przeddepresyjnych albo osłabienia pewności siebie. Prawda jest taka, że najlepiej byłoby uciekać z takiej firmy, ale gdzie zdobyć doświadczenie? Jak zostać mistrzem w swoim fachu bez przygotowania? Może przez jakiś czas uda się zacisnąć zęby i jakoś przecierpieć ten ciężki okres. Może potem będzie lepiej?

Życie jest pełne zagadek. Może będzie lepiej. Nie ma co rozmyślać o tym co będzie w przyszłości, gdy jesteśmy na początku drogi. Mi łatwiej jest nie przejmować się pracą w firmie, w której jest kiepska atmosfera, bo tak naprawdę nie będzie mi żal, gdybym musiała odejść z takiej pracy.  Z drugiej strony w takiej firmie trudniej jest sie zaaklimatyzować, ze względu na ciągłe pretensje ze strony szefa. 

Czy po tym można poznać, że to nie jest "to" miejsce? Jeśli po 2 miesiącach nie chce mi się tam chodzić, to co będzie po 3 albo 4?



poniedziałek, 28 września 2015

Diplome de Patisserie


Mam takie marzenie, żeby kiedyś skończyć kurs cukierniczy w Le Cordon Bleu. Od zawsze lubiłam piec. Ciągle to robię, ale podczas pobytu w Paryżu pierwszy raz zobaczyłam co to jest kunszt cukierniczy. Tam ciastka to nie są zwykłe eklerki czy w-z-tki. Nie są to ciasta z przesłodką kolorową masą plastyczną czy kremem w sztucznym kolorze. Tam wszystko jest piękne, z naturalnych składników, z owocami lub czekoladą. Ciastka wyglądają jak prawdziwe dzieła sztuki. 

Le Cordon Bleu to najsłynniejsza szkoła kulinarna na świecie. Ma swoje oddziały w różnych krajach, ale ta w Paryżu jest najbardziej prestiżowa. Ja jestem zainteresowana tylko kursem cukiernicznym czyli Patisserie, który składa się z 3 części: 
Patisserie de Base
Patisserie Intermediarie
Patisserie Superieure

Po zdobyciu dyplomu, najlepsi studenci mają szanse na 2 miesieczny staż w renomowanych cukierniach we Francji.  Każdy etap trwa 3 miesiące a kurs intensywny czyli przyspieszony 1 miesiąc. Największy problem, oprócz tego, że trzeba znać język francuski to cena tego kursu: 21,600 Euro. Dość sporo, biorąc pod uwage, że do tego trzeba doliczyć też zakwaterowanie w Paryżu. 


Ale czyż nie warto? 

Trzeba mieć odważne marzenia i nie bać się, że kiedyś się zrealizują. Jestem pewna, że kiedyś zdobędę taki dyplom. Wiele osób z mojego otoczenia nie rozumie mojego zachwytu Le Cordon Bleu. Owszem, można wszystkiego nauczyć sie samemu metodą prób i błędów. Ale mieszkanie w Paryżu to co innego. Już nie moge się doczekać kiedy będę mogła sobie na taki wydatek pozwolić. Póki co jest to kwota nie do przejścia dla mnie, ale patrzę pozytywnie w przyszłość. Będzie dobrze :)

niedziela, 27 września 2015

Myśl o sobie dobrze



Nie od dziś wiadomo, że to jak sami o sobie myślimy przenosi się na to jak widzą nas inni ludzie. 

Gdy myślimy, że jesteśmy słabi, nic nam się nie udaje i jesteśmy beznadziejni to tak właśnie będzie. Ale, gdy uważamy się za osoby pewne siebie, odnoszące sukcesy i dobre w tym co robią to tak też będą myśleli inni ludzie. 

Jak mówił Henry Ford: Jeżeli myślisz, że coś możesz lub cze­goś nie możesz, za każdym ra­zem masz rację.

Jeżeli sami w siebie nie wierzymy to kto w nas uwierzy? Nikt nas nie doceni, jeśli sami siebie nie docenimy. Warto więc ćwiczyć pozytywne myślenie i niwelować blokady związane z niską samooceną i niepewnością i myśleć o sobie tylko dobrze.




sobota, 26 września 2015

Rzymska majówka



Miałam to szczęście, że w maju tego roku spędziłam kilka dni w Rzymie. To wspaniałe miasto przepełnione starożytnymi zabytkami, gdzie historia czai się na każdym kroku. Co najbardziej mnie urzekło?

1. Fontanny z wodą pitną
Praktycznie na każdym kroku można spotkać fontanny z woda z akweduktów. Woda jest badana i można ją bez przeszkód pić. Jest to zbawienne podczas upałów, gdyż nie musimy się martwić, że zabraknie nam wody.

2. Metalowe okiennice
W krajach śródziemnomorskim problemem jest zbytnie ogrzewanie się mieszkań w odróznieniu od naszego klimatu, gdzie musimy się trudzić jego ogrzewaniem. Charakterystyczne dla Rzymu są ciemnozielone okiennice, które swietnie kontrastują z budynkami z kamienia, a dodatkowo chronią przed słońcem.

3. Kwieciste balkony
Przepiękne balkony z mnóstwem zwisająycych kwiatów. Chyba nie trzeba już nic więcej dodawać.

4. Pizza na kawałki
W sam raz na przekąskę lub mniejszy obiad. Sam wybierasz jak duzy chcesz kawalek, a placisz za niego w z zależnosci od wagi.

5. Najlepsze na swiecie lody
Lody zupełnie inne niż u nas. Przygotowywane na miejscu z naturalnych składników. Moje ulubione to ananasowo-miętowe.



piątek, 25 września 2015

Grosz do grosza

Postawiłam sobie za cel, aby zgromadzić poduszkę finansową na niespodziewane wydatki. Podobno aż 2/3 Polaków nie ma żadnych oszczędności. To straszne, w jakim stresie się żyje od pierwszego do pierwszego. Ja nie chce się tak stresować i zaczęłam oszczędzać. Na razie jest to 10% zarobków, ale będę to stopniowo zwiększać, mam nadzieje także ze zwiększeniem zarobków.

Wiele osób twierdzi, ze nie ma szans na odkładanie czegokolwiek, gdyż nie ma z czego. Takie podejście jest absurdalne, gdyż wiadomo, że z małych kwot robią się duże, więc warto odkładać cokolwiek. Choćby kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Gdy włożymy te pieniądze na lokatę, albo konto oszczędnościowe zaczną same pracować. Procent składany to jeden z lepszych wynalazków. Przecież choćby 100zł miesiecznie daje 1200zł rocznie plus odsetki, a po 5 latach daje to juz ponad 6300zł z odsetkami np. 2,5%. 

Często bywa tak, że wydatki mamy pod kontrolą, kupujemy tylko najpotrzebniejsze produkty, nie mamy kredytów, a mimo to ciężko coś odłożyć. Gdy zarabia pensję bliską najniższej krajowej jest to bardzo ciężkie. W takim wypadku można tylko myśleć o zwiększeniu dochodów i minimalizowaniu kosztów stałych. Może warto obniżyć abonament, albo poszukać tańszego mieszkania? Może znajdzie się jakaś praca dodatkowa? Szkoda marnować życie na narzekanie na brak pieniędzy. Powinniśmy spełniać swoje marzenia i żyć tak jak tylko chcemy. Jeśli to pieniądze są ograniczeniem, trzeba to pokonać. 

Brak pieniędzy, czy życie na granicy ubóstwa generuje wiele negatywnych emocji. Często te emocje są tak silnie zakorzenione, że osoby te nie potrafią poradzić sobie same z wyjściem na prostą. Są pełne rozgoryczenia i zazdrości i nie rozumieją, że to w jakiej sytuacji się znajdują zależy tylko od nich. 
Dla mnie pieniądze nigdy nie były priorytetem. Pochodzę raczej z rodziny, w której się nie przelewało i możliwe, że przyzwyczaiłam się do tego, że nie mogę mieć wszystkiego co zechcę. Wiadomo, że łatwiej się żyje, gdy mam stałe źródło dochodów, wiem że stać mnie na to co potrzebuje i mogę jechać co kilka miesięcy za granicę. Dlatego nie chcę, aby pieniądze stanowiły dla mnie ograniczenie do spełniania marzeń. Buduję więc skrupulatnie moją poduszkę finansową i powiększam źródła dochodów, aby mieć takie życie o jakim marzę.

czwartek, 24 września 2015

W poprzednim wcieleniu...


... musiałam mieszkać we Francji. Jestem tego pewna, gdyż od zawsze ten kraj był dla mnie bardzo pociągający. Francuskie jedzenie, francuski styl i szyk i melodyjny język. Gdy jeszcze pomyślę, że urodziłam się dokładnie w stuletnią rocznicę otwarcia wieży Eiffla'a to jest to już stuprocentowy znak, że tam jest moje miejsce.

Lubię sobie wyobrażać, że kiedyś spędzałam czas na dworach królewskich, paradując w barokowych sukniach, w których teraz trudno byłoby się zmieścić w drzwiach. Wieczorami tańczyłam Menueta, a w ciągu dnia szydełkowałam i czytałam książki albo jeździłam konno. Być może byłam jedną z dam, o której rękę bili się możni tamtego świata? Z pewnością latem doglądałam mojego ogrodu pełnego wonnych kwiatów. Moje życie toczyło się powoli, a ja byłam szczęśliwa i bardzo lubiłam Paryż. Tak bardzo, że do teraz, w kolejnym wcieleniu mam do niego taki sentyment.

W Paryżu byłam w tamtym roku i spędziłam tam raptem tydzień. Wystarczyło, żeby poczuć klimat, ale za krótko, aby zaspokoić francuski głód, który we mnie tkwi. Na pewno jeszcze kiedyś tam pojadę, a może spełnię swoje marzenie i zamieszkam tam choćby na kilka miesięcy? Może akurat będzie to podczas kursu Pattiserie w Le Cordon Bleu? Byłoby super :)

Teraz oglądam zdjęcia z mojego pobytu, uczę się języka francuskiego i czasami przygotowuje francuskie potrawy. Makaroniki, Creme brulee, Canard Confit i Quiche Lorraine. Oglądam ulubiony film "Amelia" albo musical "Belle" z Garou i nie mogę się doczekać kiedy pojadę zwiedzić inne zakątki Francji.

środa, 23 września 2015

Jak nie wpaść w depresję...


...z powodu jesiennej chandry?

Dziś pierwszy dzień jesieni, a za oknem mamy piękną złotą jesień. Jesień ma wiele kolorów i możliwe, że niedługo czeka nas plucha i deszcz. Pogoda bardzo wpływa na nasz nastrój. Jak sobie poradzić z obniżonym samopoczuciem? Ja stosuję kilka trików.

Ubieram kolory
Najbardziej lubię nosić zielony płaszcz, który nastraja mnie optymizmem. Jest to mój ulubiony kolor. Innym razem noszę kolorowy szal lub sweterek. Warto czymś przełamać spokojne kolory jesiennych ubrań.

Piekę ciasto
Uwielbiam piec ciasta. Latem rzadko piekę, bo jest za gorąco i nie chcę dogrzewać mieszkania piekarnikiem. Ale jesień to co innego. Jesienne ciasta ze śliwkami lub jabłkami wprawią w doskonały nastrój, a zapach piekącego się ciasta dodatkowo pobudzi nasze zmysły.

Oglądam zdjęcia z wakacji
Z wakacji zawsze przywozimy mnóstwo zdjęć. Gdy za oknem deszcz, wakacyjne obrazki są jak znalazł. Może to dobry moment, aby zmontować jakiś filmik?

Uczę się języków obcych
Mam kompleks języków obcych, gdyż nie umiem ich zbyt dobrze. Ciągle pracuję nad angielskim , a teraz przypominam sobie francuski. Jesienią więcej czasu spędzam w domu, więc wykorzystuję to do nauki. Korzystam z platformy Duolingo i jestem bardzo zadowolona.

Gorąca herbata i książka
Herbatę pijam litrami. Moje motto życiowe to: "Dzień bez dziesięciu herbat jest dniem straconym". Gdy jest chłodniej, lubię zaparzać sobie herbatę w dzbanku z podgrzewaczem, aby ciągle była gorąca. Do tego fotel z kocykiem i ciekawa książka. Jesień sprzyja relaksowi.


Lubię jesień właśnie za to, że możemy odpocząć. Bezkarnie opychać się ciastem i czytać książki od razu po powrocie z pracy, gdyż jest już za ciemno, żeby wychodzić. Lubię zbierać kasztany i jesienne liście. Lubię ciepłe światło lampki przy fotelu. Lubię kakao przed zaśnięciem i zupę dyniową na obiad.

Kto jeszcze lubi jesień?


wtorek, 22 września 2015

Maltańska kuchnia - Top 5



W tym roku celem naszych wakacji była Malta. Malutka wyspa na Morzu Śródziemnym, o której wiedziałam tylko, że jest w UE i jej stolicą jest Valetta.

Malta nas nie zawiodła. Cieszę się, że poszerzyłam swoje horyzonty, i poznałam Maltę, ma świetny klimat i ciekawą historię (dopiero w 1964 uzyskała niepodległość od Wielkiej Brytanii). Na ulicach oprócz angielskiego, wśród turystów króluje język polski. Nie sądziłam, że Malta jest tak popularna wśród naszych rodaków!

Malta zadziwia na każdym kroku. W jednym miejscu jest rajską wyspą, w innym tłumnym miastem. Warto tam jechać i spróbować tamtejszych przysmaków. Maltańska ziemia nie jest urodzajna. Dużo pracy muszą wkładać maltańczycy, aby coś wyhodować. Większość rzeczy jest sprowadzana z zagranicy, a jedynym zwierzęciem, które jest hodowane to fenek czyli królik. Na każdym kroku da się też odczuć wpływ Wielkiej Brytanii i krajów śródziemnomorskich. Jest czego próbować :)

Moja lista TOP 5 Malty;

1. Kinie
Napój z gorzkich pomarańczy z ziołami. Był zbawienny podczas maltańskich upałów i piłam go litrami. Smak, który na zawsze pozostanie w moich wspomnieniach. Nie każdemu przypadł do gustu, ale dla mnie był idealny. Cena 0,5l- 0,7€, 1,5l - 1,5€

2. Pastizzi
Malutkie przekąski z ciasta francuskiego nadziewane serkiem ricotta albo groszkiem. Idealne na drugie śniadanie. Cena 1szt. - 0,3€

3. Aljotta
Zupa rybna z pomidorami. Tradycyjna zupa, którą zjedliśmy w restauracji w pobliżu targu rybnego w Marsaxlokk. Bardzo dobra, choć obsługa w restauracji nie była zbyt miła. Następnym razem wybrałabym mniej zatłoczone miejce na obiad. Cena 6€

4. Rabbit Stew
Duszony królik w winie z pomidorami. Ciekawy smak, choć troszkę przeszkadzały kosteczki, ale warto się pomęczyć. Zjedliśmy obiad w cudownym miejscu na Gozo, w wiosce Xlendii. Po całym dniu jazdy rowerem to była niezła uczta. Cena 14€.

5. Nugat
Do kupienia w wielu miejscach na Malcie i we wszystkich sklepach z pamiątkami. Występuje w różnych smakach: waniliowym, czekoladowym, truskawowym, bananowym i miętowym. Smaczny, słodki i z orzechami. Cena 1,1€


Co jeszcze próbowaliśmy?
Qassatat - sakiewki z kruchego ciasta z serkiem ricotta albo groszkiem.
Ftira - pizza z ziemniakami, pomidorami i anchois - przysmak na Gozo
Cisk - lokalne piwo
Lampuka - ryba z rodziny dorszowatych
Ryba miecz  i owoce morza,
i wiele innych rzeczy, bo kuchnia maltańska jest bardzo ciekawa. Żałuję tylko, że nie udało mi się kupić żadnej gazetki z przepisami.


poniedziałek, 21 września 2015

Jeśli nie wiesz dokąd idziesz...



... nigdy tam nie dojdziesz.

Będąc nastolatką miałam całą ścianę obwieszoną takimi mądrościami. 
"Pieczone gołąbki nie same lecą do gąbki"
"Jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz" i tym podobne. Zabawne, że ciągle mam je w pamięci. Przydaja się czasami podczas oglądania "1 z 10", ale w życiu codziennym także.

Czy wiesz dokąd idziesz? 

Co chcesz osiągnąć, kim chcesz być i co chcesz przeżyć?

Gdy czasem pytam kogoś, gdzie chce pracować po studiach, słyszę, że "Gdzie mnie przyjmą". Wiadomo, że rynek pracy jest ciężki i na początku trzeba łapać się pierwszej lepszej możliwości. Potem będzie łatwiej przeskoczyć na inną płaszczyznę. Może jednak nie warto zostawiać wszystkiego przypadkowi?

Gdy rekruter zadaje pytanie na rozmowie rekrutacyjnej: "Kim chce Pan być za 5 lat?" słyszy wymyślone regułki i utarte odpowiedzi, gdyż nie każdy wie kim chce być za 5 lat. Sama tak odpowiadałam, gdyż nigdy nie możemy być pewni, co bedziemy robić za 5 lat. To bardzo dużo czasu i wszystko może się wtedy zmienić. Możemy calkowicie zmienić branżę i bieg kariery.  Ale niektóre rzeczy będą niezmienne. Np. to, że nie przestaniemy się rozwijać, uczyć nowych języków, podróżować. Nie wiem czy rekrutera takie odpowiedzi zadowolą, ale warto przygotować takie odpowiedzi dla siebie, żeby nie zapomnieć co chcemy osiągnąć, bo bez konkretnego celu nigdy nam się to nie uda.

Czy Michael Jordan byłby najsławniejszym koszykarzem, gdyby nie podporządkował całego życia temu celowi? Czy Ingvar Kamprad stworzyłby IKEA, gdyby nie wiedział dokąd chce iść? A Walt Disney, Albert Einstein czy Henry Ford? Co by było, gdyby w pewnym momencie się poddali? Świat jest pełen ludzi sukcesu, którzy uświadamiają nam, że warto mieć cele i wytrwale dążyć do ich spełnienia.

Nie zawsze będziemy iść wydeptaną ścieżką. Bywa, że musimy przedzierać się przez dżunglę, oganiając się od przeszkód spadających ze wszystkich stron. Jednak pewne jest to, że nawet najgęstsza puszcza kiedyś się kończy, a my wzmocnieni upadkami dotrzemy do celu. Ważne, żeby wizja dotarcia do celu motywowała nas pozytywnie do działania, a jego osiągnięcie dawało nam szczęście i poczucie spełnienia.



niedziela, 20 września 2015

Nie uśpij w sobie dziecka


Odkąd pamiętam lubiłam żyć bardziej w przyszłości niż tu i teraz. Żyłam w sferze marzeń, a najlepiej pomagały mi w tym książki. Szczególnie książki dla dzieci. 

Jakiś czas temu, nie pamiętam już teraz zupełnie jak to się stało, ale zaczęłam sobie przypominać literaturę mojego dzieciństwa. Na pierwszy ogień poszły "Dzieci z Bullerbyn", "Karolcia", "Dr Dolittle", "O psie który jeździł koleją". Wspaniałe książki z morałem, ale niestety ich treść już dawno ulotniła się z mojej głowy więc trochę czułam się jakbym czytała je po raz pierwszy. Czytało się je lekko i przyjemnie. Duże literki, proste zdania - kilka godzin przyjemności. Znowu płakałam, gdy Lampo wpadł pod pociąg, trzymałam kciuki za Karolcię i jej koralik, śmiałam się w głos, gdy Kaczka upiekła ciasto dla Dr Dollitle i żałowałam, że nie miałam takiego dzieciństwa jak Dzieci z Bullerbyn. Szkoda tylko, że nie mam 10 lat jak kiedyś.

Te książki przypomniały, że nie można przestać pielęgnować w sobie wewnętrznego dziecka. Jak dzieci powinniśmy, żyć we własnym tempie, cieszyć się każdą chwilą i nie martwić się na zapas, być tym kim się chce być i nie przestawać doświadczać nowych rzeczy. 

Teraz czuję, że znowu chętnie zanurzę się w taką literaturę. Może "Ania z Zielonego Wzgórza"? "Harry Potter", "Mały Książe", "Mikołajek" albo "Tajemniczy Ogród". Wybór jest spory :)

Życie własnym życiem



Każdy ma tylko jedno życie i szkoda byłoby je przeżyć niewłaściwie. Podobno na łożu śmierci ludzie najbardziej żałują, że żyli życiem innych a nie swoim. Nikt nie wspomina, że za mało pracował, miał za mało pieniędzy, albo był za mało sławny. Najważniejsze okazuje się, aby być szczęśliwym, robić to co się kocha, a nie to czego oczekują od nas inni. 

Jak więc żyć własnym życiem? 

Dla mnie najtrudniejsze jest to, aby nie przejmować się opinią innych osób. Każdy ma prawo do swojego zdania, ale trzeba nauczyć się odsiewać to od prawdy o sobie, którą sami znamy. Nie powinniśmy polegać jedynie na opiniach innych osób, aby nie osłabiać swojej pewności siebie, a właśnie budować ja na asertywności i miłości do siebie.

Konieczne jest aby mieć marzenia i cele. Dokładnie nakreślone i zdefiniowane, tak aby można było ułożyć plan realizacji. Uczucie spełnienia własnych marzeń to znak życia własnym życiem. Wspomnienia to jedna z rzeczy, której nikt nie jest w stanie nam odebrać. Ja dawno temu przygotowałam listę marzeń, na której wypisałam miejsca i sytuacje, które chciałabym zobaczyć i osiągnąć. Rzadko do niej zaglądam, ale bardzo mnie cieszy, gdy okazuje się, że podczas mojej "nieobecności" udało mi się spełnić jakieś marzenie. Takie sytuacje od razu uskrzydlają i wtedy w euforii dopisuję nowe pozycję do listy marzeń, bo nigdy nie można przestać marzyć.

Bardzo ważne jest, aby otaczać się wartościowymi ludźmi, których podziwiamy i które pomogą nam w jakiś sposób zrealizować własne cele. Nie warto marnować czasu na relacje, które wysysaja z nas energię czyli na tzw. wampiry emocjonalne. Jeśli ktoś krytykuje nasze zdanie i pomysły, i nie jest to krytyka konstruktywna to nie warto zaprzątać sobie tym głowy. Jak mówi powiedzenie "Jeśli wpadniesz między wrony, będziesz krakać tak jak one". Może warto więc poszukać stadka wron, które będzie dla nas inspiracją?

Warto doceniać też każde miejsce, w którym przebywamy i ludzi, którzy sa z nami. Ćwiczenie uważności na pewno się przyda. Celebrowanie zwykłych momentów sprawia, że przestają być zwykłe, a nasze życie staje się pełniejsze i wartościowsze. Ja bardzo lubię niedzielne poranki, kiedy z MM przygotowujemy śniadanie i potem razem je jemy. W ciągu tygodnia rzadko razem jemy śniadanie, dlatego cieszę się, że udaje się to przynajmniej w weekendy.


sobota, 19 września 2015

Zmiana za zmianą


2 miesiące temu zmieniłam pracę. Wiązało się to ze sporym stresem. Porzuciłam pracę w stabilnej firmie, umowę na czas nieokreślony i wyjazdy za granicę. Teraz robię coś co jest najbardziej związane z moim wykształceniem z dotychczas wykonywanych zawodów. Jestem w tym jednak bardzo początkująca, więc spotyka mnie sporo stresu i muszę ciagle się dokształcać. 

Między innymi jest to powód dla którego ciągle szukam swojego miejsca. Nie jestem pewna czy to praca dla mnie. Chciałam spróbować, ale czy po 2 miesiącach można już określić czy to miejsce dla mnie? Czy to nie za wcześnie? Z drugiej strony jeżeli wiem, że to nie miłość od pierwszego wejrzenia po co brnąć dalej? 

Teraz mam okazję do zmiany pracy, ale myślę że po jednej okazji przyjdzie kolejna... Nie można poddawać się tak szybko. Mam wrażenie też, że człowiekowi łatwiej przychodzi wdrażanie kolejnych zmian, gdy zrobi już jakiś krok. Teraz perspektywa zmiany pracy nie stanowi dla mnie takiego stresu jak stanowiła kilka miesięcy temu. Myślę, że najważniejsze jest pozytywne nastawienie, zaangażowanie i wszystko się na pewno się ułoży.