sobota, 26 września 2015
Rzymska majówka
Miałam to szczęście, że w maju tego roku spędziłam kilka dni w Rzymie. To wspaniałe miasto przepełnione starożytnymi zabytkami, gdzie historia czai się na każdym kroku. Co najbardziej mnie urzekło?
1. Fontanny z wodą pitną
Praktycznie na każdym kroku można spotkać fontanny z woda z akweduktów. Woda jest badana i można ją bez przeszkód pić. Jest to zbawienne podczas upałów, gdyż nie musimy się martwić, że zabraknie nam wody.
2. Metalowe okiennice
W krajach śródziemnomorskim problemem jest zbytnie ogrzewanie się mieszkań w odróznieniu od naszego klimatu, gdzie musimy się trudzić jego ogrzewaniem. Charakterystyczne dla Rzymu są ciemnozielone okiennice, które swietnie kontrastują z budynkami z kamienia, a dodatkowo chronią przed słońcem.
3. Kwieciste balkony
Przepiękne balkony z mnóstwem zwisająycych kwiatów. Chyba nie trzeba już nic więcej dodawać.
4. Pizza na kawałki
W sam raz na przekąskę lub mniejszy obiad. Sam wybierasz jak duzy chcesz kawalek, a placisz za niego w z zależnosci od wagi.
5. Najlepsze na swiecie lody
Lody zupełnie inne niż u nas. Przygotowywane na miejscu z naturalnych składników. Moje ulubione to ananasowo-miętowe.
piątek, 25 września 2015
Grosz do grosza
Postawiłam sobie za cel, aby zgromadzić poduszkę finansową na niespodziewane wydatki. Podobno aż 2/3 Polaków nie ma żadnych oszczędności. To straszne, w jakim stresie się żyje od pierwszego do pierwszego. Ja nie chce się tak stresować i zaczęłam oszczędzać. Na razie jest to 10% zarobków, ale będę to stopniowo zwiększać, mam nadzieje także ze zwiększeniem zarobków.
Wiele osób twierdzi, ze nie ma szans na odkładanie czegokolwiek, gdyż nie ma z czego. Takie podejście jest absurdalne, gdyż wiadomo, że z małych kwot robią się duże, więc warto odkładać cokolwiek. Choćby kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Gdy włożymy te pieniądze na lokatę, albo konto oszczędnościowe zaczną same pracować. Procent składany to jeden z lepszych wynalazków. Przecież choćby 100zł miesiecznie daje 1200zł rocznie plus odsetki, a po 5 latach daje to juz ponad 6300zł z odsetkami np. 2,5%.
Często bywa tak, że wydatki mamy pod kontrolą, kupujemy tylko najpotrzebniejsze produkty, nie mamy kredytów, a mimo to ciężko coś odłożyć. Gdy zarabia pensję bliską najniższej krajowej jest to bardzo ciężkie. W takim wypadku można tylko myśleć o zwiększeniu dochodów i minimalizowaniu kosztów stałych. Może warto obniżyć abonament, albo poszukać tańszego mieszkania? Może znajdzie się jakaś praca dodatkowa? Szkoda marnować życie na narzekanie na brak pieniędzy. Powinniśmy spełniać swoje marzenia i żyć tak jak tylko chcemy. Jeśli to pieniądze są ograniczeniem, trzeba to pokonać.
Wiele osób twierdzi, ze nie ma szans na odkładanie czegokolwiek, gdyż nie ma z czego. Takie podejście jest absurdalne, gdyż wiadomo, że z małych kwot robią się duże, więc warto odkładać cokolwiek. Choćby kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Gdy włożymy te pieniądze na lokatę, albo konto oszczędnościowe zaczną same pracować. Procent składany to jeden z lepszych wynalazków. Przecież choćby 100zł miesiecznie daje 1200zł rocznie plus odsetki, a po 5 latach daje to juz ponad 6300zł z odsetkami np. 2,5%.
Często bywa tak, że wydatki mamy pod kontrolą, kupujemy tylko najpotrzebniejsze produkty, nie mamy kredytów, a mimo to ciężko coś odłożyć. Gdy zarabia pensję bliską najniższej krajowej jest to bardzo ciężkie. W takim wypadku można tylko myśleć o zwiększeniu dochodów i minimalizowaniu kosztów stałych. Może warto obniżyć abonament, albo poszukać tańszego mieszkania? Może znajdzie się jakaś praca dodatkowa? Szkoda marnować życie na narzekanie na brak pieniędzy. Powinniśmy spełniać swoje marzenia i żyć tak jak tylko chcemy. Jeśli to pieniądze są ograniczeniem, trzeba to pokonać.
Brak pieniędzy, czy życie na granicy ubóstwa generuje wiele negatywnych emocji. Często te emocje są tak silnie zakorzenione, że osoby te nie potrafią poradzić sobie same z wyjściem na prostą. Są pełne rozgoryczenia i zazdrości i nie rozumieją, że to w jakiej sytuacji się znajdują zależy tylko od nich.
Dla mnie pieniądze nigdy nie były priorytetem. Pochodzę raczej z rodziny, w której się nie przelewało i możliwe, że przyzwyczaiłam się do tego, że nie mogę mieć wszystkiego co zechcę. Wiadomo, że łatwiej się żyje, gdy mam stałe źródło dochodów, wiem że stać mnie na to co potrzebuje i mogę jechać co kilka miesięcy za granicę. Dlatego nie chcę, aby pieniądze stanowiły dla mnie ograniczenie do spełniania marzeń. Buduję więc skrupulatnie moją poduszkę finansową i powiększam źródła dochodów, aby mieć takie życie o jakim marzę.
czwartek, 24 września 2015
W poprzednim wcieleniu...
... musiałam mieszkać we Francji. Jestem tego pewna, gdyż od zawsze ten kraj był dla mnie bardzo pociągający. Francuskie jedzenie, francuski styl i szyk i melodyjny język. Gdy jeszcze pomyślę, że urodziłam się dokładnie w stuletnią rocznicę otwarcia wieży Eiffla'a to jest to już stuprocentowy znak, że tam jest moje miejsce.
Lubię sobie wyobrażać, że kiedyś spędzałam czas na dworach królewskich, paradując w barokowych sukniach, w których teraz trudno byłoby się zmieścić w drzwiach. Wieczorami tańczyłam Menueta, a w ciągu dnia szydełkowałam i czytałam książki albo jeździłam konno. Być może byłam jedną z dam, o której rękę bili się możni tamtego świata? Z pewnością latem doglądałam mojego ogrodu pełnego wonnych kwiatów. Moje życie toczyło się powoli, a ja byłam szczęśliwa i bardzo lubiłam Paryż. Tak bardzo, że do teraz, w kolejnym wcieleniu mam do niego taki sentyment.
W Paryżu byłam w tamtym roku i spędziłam tam raptem tydzień. Wystarczyło, żeby poczuć klimat, ale za krótko, aby zaspokoić francuski głód, który we mnie tkwi. Na pewno jeszcze kiedyś tam pojadę, a może spełnię swoje marzenie i zamieszkam tam choćby na kilka miesięcy? Może akurat będzie to podczas kursu Pattiserie w Le Cordon Bleu? Byłoby super :)
Teraz oglądam zdjęcia z mojego pobytu, uczę się języka francuskiego i czasami przygotowuje francuskie potrawy. Makaroniki, Creme brulee, Canard Confit i Quiche Lorraine. Oglądam ulubiony film "Amelia" albo musical "Belle" z Garou i nie mogę się doczekać kiedy pojadę zwiedzić inne zakątki Francji.
środa, 23 września 2015
Jak nie wpaść w depresję...
![]() |
...z powodu jesiennej chandry?
Dziś pierwszy dzień jesieni, a za oknem mamy piękną złotą jesień. Jesień ma wiele kolorów i możliwe, że niedługo czeka nas plucha i deszcz. Pogoda bardzo wpływa na nasz nastrój. Jak sobie poradzić z obniżonym samopoczuciem? Ja stosuję kilka trików.
Ubieram kolory
Najbardziej lubię nosić zielony płaszcz, który nastraja mnie optymizmem. Jest to mój ulubiony kolor. Innym razem noszę kolorowy szal lub sweterek. Warto czymś przełamać spokojne kolory jesiennych ubrań.
Piekę ciasto
Uwielbiam piec ciasta. Latem rzadko piekę, bo jest za gorąco i nie chcę dogrzewać mieszkania piekarnikiem. Ale jesień to co innego. Jesienne ciasta ze śliwkami lub jabłkami wprawią w doskonały nastrój, a zapach piekącego się ciasta dodatkowo pobudzi nasze zmysły.
Oglądam zdjęcia z wakacji
Z wakacji zawsze przywozimy mnóstwo zdjęć. Gdy za oknem deszcz, wakacyjne obrazki są jak znalazł. Może to dobry moment, aby zmontować jakiś filmik?
Uczę się języków obcych
Mam kompleks języków obcych, gdyż nie umiem ich zbyt dobrze. Ciągle pracuję nad angielskim , a teraz przypominam sobie francuski. Jesienią więcej czasu spędzam w domu, więc wykorzystuję to do nauki. Korzystam z platformy Duolingo i jestem bardzo zadowolona.
Gorąca herbata i książka
Herbatę pijam litrami. Moje motto życiowe to: "Dzień bez dziesięciu herbat jest dniem straconym". Gdy jest chłodniej, lubię zaparzać sobie herbatę w dzbanku z podgrzewaczem, aby ciągle była gorąca. Do tego fotel z kocykiem i ciekawa książka. Jesień sprzyja relaksowi.
Lubię jesień właśnie za to, że możemy odpocząć. Bezkarnie opychać się ciastem i czytać książki od razu po powrocie z pracy, gdyż jest już za ciemno, żeby wychodzić. Lubię zbierać kasztany i jesienne liście. Lubię ciepłe światło lampki przy fotelu. Lubię kakao przed zaśnięciem i zupę dyniową na obiad.
Kto jeszcze lubi jesień?
wtorek, 22 września 2015
Maltańska kuchnia - Top 5
W tym roku celem naszych wakacji była Malta. Malutka wyspa na Morzu Śródziemnym, o której wiedziałam tylko, że jest w UE i jej stolicą jest Valetta.
Malta nas nie zawiodła. Cieszę się, że poszerzyłam swoje horyzonty, i poznałam Maltę, ma świetny klimat i ciekawą historię (dopiero w 1964 uzyskała niepodległość od Wielkiej Brytanii). Na ulicach oprócz angielskiego, wśród turystów króluje język polski. Nie sądziłam, że Malta jest tak popularna wśród naszych rodaków!
Malta zadziwia na każdym kroku. W jednym miejscu jest rajską wyspą, w innym tłumnym miastem. Warto tam jechać i spróbować tamtejszych przysmaków. Maltańska ziemia nie jest urodzajna. Dużo pracy muszą wkładać maltańczycy, aby coś wyhodować. Większość rzeczy jest sprowadzana z zagranicy, a jedynym zwierzęciem, które jest hodowane to fenek czyli królik. Na każdym kroku da się też odczuć wpływ Wielkiej Brytanii i krajów śródziemnomorskich. Jest czego próbować :)
Moja lista TOP 5 Malty;
1. Kinie
Napój z gorzkich pomarańczy z ziołami. Był zbawienny podczas maltańskich upałów i piłam go litrami. Smak, który na zawsze pozostanie w moich wspomnieniach. Nie każdemu przypadł do gustu, ale dla mnie był idealny. Cena 0,5l- 0,7€, 1,5l - 1,5€
2. Pastizzi
Malutkie przekąski z ciasta francuskiego nadziewane serkiem ricotta albo groszkiem. Idealne na drugie śniadanie. Cena 1szt. - 0,3€
3. Aljotta
Zupa rybna z pomidorami. Tradycyjna zupa, którą zjedliśmy w restauracji w pobliżu targu rybnego w Marsaxlokk. Bardzo dobra, choć obsługa w restauracji nie była zbyt miła. Następnym razem wybrałabym mniej zatłoczone miejce na obiad. Cena 6€
4. Rabbit Stew
Duszony królik w winie z pomidorami. Ciekawy smak, choć troszkę przeszkadzały kosteczki, ale warto się pomęczyć. Zjedliśmy obiad w cudownym miejscu na Gozo, w wiosce Xlendii. Po całym dniu jazdy rowerem to była niezła uczta. Cena 14€.
5. Nugat
Do kupienia w wielu miejscach na Malcie i we wszystkich sklepach z pamiątkami. Występuje w różnych smakach: waniliowym, czekoladowym, truskawowym, bananowym i miętowym. Smaczny, słodki i z orzechami. Cena 1,1€
Co jeszcze próbowaliśmy?
Qassatat - sakiewki z kruchego ciasta z serkiem ricotta albo groszkiem.
Ftira - pizza z ziemniakami, pomidorami i anchois - przysmak na Gozo
Cisk - lokalne piwo
Lampuka - ryba z rodziny dorszowatych
Ryba miecz i owoce morza,
i wiele innych rzeczy, bo kuchnia maltańska jest bardzo ciekawa. Żałuję tylko, że nie udało mi się kupić żadnej gazetki z przepisami.
poniedziałek, 21 września 2015
Jeśli nie wiesz dokąd idziesz...
... nigdy tam nie dojdziesz.
Będąc nastolatką miałam całą ścianę obwieszoną takimi mądrościami.
"Pieczone gołąbki nie same lecą do gąbki"
"Jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz" i tym podobne. Zabawne, że ciągle mam je w pamięci. Przydaja się czasami podczas oglądania "1 z 10", ale w życiu codziennym także.
Czy wiesz dokąd idziesz?
Co chcesz osiągnąć, kim chcesz być i co chcesz przeżyć?
Gdy czasem pytam kogoś, gdzie chce pracować po studiach, słyszę, że "Gdzie mnie przyjmą". Wiadomo, że rynek pracy jest ciężki i na początku trzeba łapać się pierwszej lepszej możliwości. Potem będzie łatwiej przeskoczyć na inną płaszczyznę. Może jednak nie warto zostawiać wszystkiego przypadkowi?
Gdy rekruter zadaje pytanie na rozmowie rekrutacyjnej: "Kim chce Pan być za 5 lat?" słyszy wymyślone regułki i utarte odpowiedzi, gdyż nie każdy wie kim chce być za 5 lat. Sama tak odpowiadałam, gdyż nigdy nie możemy być pewni, co bedziemy robić za 5 lat. To bardzo dużo czasu i wszystko może się wtedy zmienić. Możemy calkowicie zmienić branżę i bieg kariery. Ale niektóre rzeczy będą niezmienne. Np. to, że nie przestaniemy się rozwijać, uczyć nowych języków, podróżować. Nie wiem czy rekrutera takie odpowiedzi zadowolą, ale warto przygotować takie odpowiedzi dla siebie, żeby nie zapomnieć co chcemy osiągnąć, bo bez konkretnego celu nigdy nam się to nie uda.
Czy Michael Jordan byłby najsławniejszym koszykarzem, gdyby nie podporządkował całego życia temu celowi? Czy Ingvar Kamprad stworzyłby IKEA, gdyby nie wiedział dokąd chce iść? A Walt Disney, Albert Einstein czy Henry Ford? Co by było, gdyby w pewnym momencie się poddali? Świat jest pełen ludzi sukcesu, którzy uświadamiają nam, że warto mieć cele i wytrwale dążyć do ich spełnienia.
Nie zawsze będziemy iść wydeptaną ścieżką. Bywa, że musimy przedzierać się przez dżunglę, oganiając się od przeszkód spadających ze wszystkich stron. Jednak pewne jest to, że nawet najgęstsza puszcza kiedyś się kończy, a my wzmocnieni upadkami dotrzemy do celu. Ważne, żeby wizja dotarcia do celu motywowała nas pozytywnie do działania, a jego osiągnięcie dawało nam szczęście i poczucie spełnienia.
niedziela, 20 września 2015
Nie uśpij w sobie dziecka
Odkąd pamiętam lubiłam żyć bardziej w przyszłości niż tu i teraz. Żyłam w sferze marzeń, a najlepiej pomagały mi w tym książki. Szczególnie książki dla dzieci.
Jakiś czas temu, nie pamiętam już teraz zupełnie jak to się stało, ale zaczęłam sobie przypominać literaturę mojego dzieciństwa. Na pierwszy ogień poszły "Dzieci z Bullerbyn", "Karolcia", "Dr Dolittle", "O psie który jeździł koleją". Wspaniałe książki z morałem, ale niestety ich treść już dawno ulotniła się z mojej głowy więc trochę czułam się jakbym czytała je po raz pierwszy. Czytało się je lekko i przyjemnie. Duże literki, proste zdania - kilka godzin przyjemności. Znowu płakałam, gdy Lampo wpadł pod pociąg, trzymałam kciuki za Karolcię i jej koralik, śmiałam się w głos, gdy Kaczka upiekła ciasto dla Dr Dollitle i żałowałam, że nie miałam takiego dzieciństwa jak Dzieci z Bullerbyn. Szkoda tylko, że nie mam 10 lat jak kiedyś.
Te książki przypomniały, że nie można przestać pielęgnować w sobie wewnętrznego dziecka. Jak dzieci powinniśmy, żyć we własnym tempie, cieszyć się każdą chwilą i nie martwić się na zapas, być tym kim się chce być i nie przestawać doświadczać nowych rzeczy.
Teraz czuję, że znowu chętnie zanurzę się w taką literaturę. Może "Ania z Zielonego Wzgórza"? "Harry Potter", "Mały Książe", "Mikołajek" albo "Tajemniczy Ogród". Wybór jest spory :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






