czwartek, 28 kwietnia 2016

Funenployment - podsumowanie

https://pixabay.com/static/uploads/photo/2013/02/21/19/10/beach-84631_960_720.jpg
Stan błogiego bezrobocia trwał u mnie równo miesiąc.

W związku z tym, że nie jest to popularny zwyczaj wiele osób zaangażowało się w pomoc w znalezieniu mi nowego zajęcia: podsyłali ogłoszenia, wypytywali znajomych, śledzili rynek. Już po miesiącu odezwał się znajomy z propozycją pracy tymczasowej. Przystałam na to, bo portfel pustoszał, a praca jest w moim wyuczonym zawodzie :) I chyba ja też nie byłam gotowa psychicznie na zniesienie braku konkretnego zajęcia przez taki długi okres.

Jak minął mi okres funemploymentu?

Pierwszy tydzień spędziłam w łóżku. Dopadło mnie przeziębienie, gorączka i osłabienie. Organizm wyczuł, że w końcu jest chwila wytchnienia i wykorzystał to.

Potem zaczęłam uczyć się nowych umiejętności - w nowej branży. Stwierdziłam, że może warto pomyśleć o przebranżowieniu? W końcu IT teraz jest najbardziej pewną branżą. Przygotowywałam się do certyfikatu, kupiłam książkę, wydrukowałam sylabus i zaczęłam naukę. Myślałam, że potrzebuje na to kilka tygodni, ale ciągle nie mam odwagi zapłacić 1000zł za możliwość podejścia do egzaminu. Tym bardziej, że skończył mi się okres funemploymentu i nie mam już tyle czasu.

Czytanie książek też podskoczyło w rankingu wykonywanych czynności. Staram się czytać jedną książkę na tydzień. Teraz czytam też w autobusie.

Wznowiłam duolingo i mam już 96 dni z rzędu. To mój rekord :) I czuję, że angielski mam na dobrym poziomie, a francuskim na dużo lepszym niż rok temu. 

Co mi dał okres bezrobocia?
Odpoczynek, wyczyszczenie umysłu z niepotrzebnych myśli.
Pozytywne nastawienie do zmian.
Dostrzegłam, że ciągle nie wiem czego chcę i chciałabym wszystko. Nad tym muszę popracować. 
A przede wszystkim zrozumiałam, że jednak w moim życiu potrzebna jest praca, by potem lepiej wykorzystać czas na swoje przyjemności. Im więcej mam na głowie tym lepiej organizuję czas.


Na pewno kiedyś jeszcze spróbuje funemploymentu. Muszę tylko uzbierać większą poduszkę finansową i uzbroić się w więcej pozytywnej energii i asertywności. 






piątek, 29 stycznia 2016

Funemployment

Amerykanie słyną z nadawania wymyślnych nazw sytuacjom zdawałoby się prozaicznym. Tak jak w przypadku funemployment = fun + unemployment, czyli stan, kiedy cieszymy się z bezrobocia i nie szukamy nowej pracy. 

W dzisiejszym szybkim świecie coraz więcej osób decyduje się na świadomą przerwę w pracy po to by odnaleźć siebie, zająć się w końcu tym co naprawdę ich interesuje, podróżować i po prostu cieszyć się życiem. Dziś ludzie częściej żyją wg motta: "Pracować aby żyć, a nie żyć aby pracować"

Jest to stan przejściowy. Co w takim razie powinniśmy zrobić, aby nie mieć przerwy w CV?

1. Kursy, szkolenia, nauka języków
Wydaje się to najbardziej oczywiste. Nie pracując mamy ogromną ilość czasu w porównaniu z pracującymi, którą możemy wykorzystać na naukę. Kursy i szkolenia znajdziemy w Internecie. Możemy wybrać płatne, albo uczyć się samemu z Internetu, gdzie jest wszystko.

2. Studia, Studia podyplomowe
Może zawsze marzyłaś o innych studiach, ale nie miałaś siły na studia zaoczne po całym tygodniu pracy. Teraz jest ten moment!

3. Konferencje
Może wybierasz się w podróż do innego kraju. Sprawdź czy w tym czasie nie ma tam jakiejś ciekawej konferencji. Upieczesz 2 pieczenie na jednym ogniu.

Przerwa w CV nie jest mile widziana przez pracodawców, jednak nie należy się tym przejmować, gdy pomoże nam to odnaleźć właściwą drogę. Lepiej być osobą, która wie czego chce.

A co jeszcze możemy robić?
4. Czytanie książek
Czy u Ciebie też jest kupka książek do przeczytania i ciągle nie miałaś czasu na ich przeczytanie? Wiesz co robić.

5. Napisać książkę
Nareszcie jest okazja, żeby dokończyć rozpoczęte dzieło.

6. Korzystać z niższych cen w godzinach porannych w klubach fitness czy tzw. happy hours w restauracjach.

7. Realizować się w swoim hobby

8. Cieszyć się urokami życia.

Jak długo taki stan powinien trwać? To kwestia indywidualna. Ważny jest na pewno czynnik finansowy, jak dużo oszczędności udało nam się zgromadzić. Funemployment zwykle idzie w parze z pauperyzacją, ale dzięki temu możemy sobie uświadomić, że lepiej jest "Pracować mniej i zarabiać mniej, ale mieć więcej czasu dla siebie."

środa, 13 stycznia 2016

Pamiątkowe rupiecie


Gdy Asia ze Styledigger poleciła biografię Wisławy Szymborskiej, czym prędzej pobiegłam do biliboteki zaciekawiona zawartością książki. 

Historia Noblistki bardzo mnie ujęła. Przed czytaniem nie wiele wiedziałam o życiu poetki. Wiedziałam, że otrzymała nagrodę Nobla, znałam jej kilka wierszy i w sumie chyba nic poza tym. Co teraz mogę powiedzieć? Wisława była niezwykle skromną, utalentowaną osoba. Nie lubiła dzielić się swoim życiem z obcymi, męczyły ją wywiady i przemówienia, których unikała. Rozmawiała na lekkie tematy, z przymrużeniem oka. Miała ogromne poczucie humoru, zbierała kartki pocztowe (tak jak ja :), uwielbiała wycinanki - samodzielnie przygotowywane, żartobliwe kartki dla przyjaciół oraz skrzydełka z KFC. Mimo iż dużo podróżowała wcale tego nie lubiła. Z podróży przywoziła kiczowate figurki oraz zdjęcia pod znakiem drogowym z nazwą miejscowości. Mimo iż była uważana za wielką poetkę, wcale tak o sobie nie myślała. Prowadziła proste, skromne życie, którego nawet po nagrodzie Nobla nie zmieniła.

Zachwyciła mnie historia Wisławy i chętnie przejmę od niej kilka zachowań. 

Nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele pracy trzeba włożyć w napisanie wiersza. Zawsze miałam wrażenie, że to sprawa talentu. Okazuje się, że nie tylko. Potrzeba wiele pracy, nieudanych prób, zapisanych kartek wyrzuconych do kosza, aby powstał idealny wiersz.


Moje ulubione cytaty:

"Marzymy, ale jak niedbale, niedokładnie"

"Humor to wielki smutek, który potrafi dostrzec rzeczy śmieszne"

"W podróży niezbędny jest tylko bilet powroty"

Teraz w kolejce "Lektury nadobowiązkowe" i biografia Marii Curie-Skłodowskiej.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Kobieta niezależna



Gdy w moje ręce wpadła Kobieta niezależna Kamilii Rowińskiej przeczytałam ją jednym tchem. Jako, że tematem rozwoju osobistego interesuje się od dawna, książka ta stanowiła świetne przypomnienie i utrwalenie tego co już dawno powinno być mocno zakorzenione w moim postępowaniu. Jak to bywa w życiu, nie wszystkie zmiany przychodzą łatwo, mimo że wiadomo, że są dla nas dobre.

Trzeba wcześnie wstawać i więcej się uczyć. Jan Kulczyk

To motto, które wpisałam sobie do mojego pozytywnego notesu (zapisuje tam myśli, cytaty, plany, a potem przeglądam w chwilach zwątpienia) i zamierzam mocno wprowadzic je w życie. Póki co bez rezultatu :)

Moją największą bolączką jest wczesne wstawanie. Nie potrafię się zmusić do tego, żeby zerwać się z łóżka za pierwszym budzikiem. Po raz kolejny przetrząsnęłam Internet w poszukiwaniu porad dla śpiochów i leniuchów. Zaciekawił mnie eksperyment związany z wyrobieniem sobie fizjologicznego nawyku automatycznego reagowania na budzik wstaniem z łóżka: "W ciągu dnia przygotuj wszystko tak, jakbyś szedł/szła spać. Zasłoń okno, pościel łóżko, załóż piżamę (jeśli w niej zazwyczaj śpisz), itd. Nastaw budzik na kilka minut naprzód i połóż się. Gdy zadzwoni budzik, natychmiast go wyłącz. Przeciągnij się, weź głęboki wdech i wstań. Uśmiechnij się do siebie i wykonaj czynność, którą zazwyczaj robisz tuż po wstaniu (np. pójście do toalety, ubranie się, prysznic, wstawienie wody na herbatę, ćwiczenia fizyczne, itd). Następnie otrząśnij się i powtórz wszystko kilkakrotnie. Tak, tak, znowu połóż się, nastaw budzik, przeciągnij się, wstań i zrób coś. Może i wydaje się to idiotyczne, ale właśnie w ten sposób automatyzujemy czynności. Rób to do momentu, gdy będziesz robić wszystko odruchowo, bez zastanawiania się „co ja miałem teraz zrobić?”.

Jutro po powrocie z pracy zaczynam wprowadzać to ćwiczenie w życie.

Kolejne zdanie, które sobie zapisałam to: "Ludzie biedni liczą każdą złotówkę. Ludzie bogaci liczą każdy grosz". W związku z tym postanowiłam znowu lepiej przyjrzeć się moim finansom i znowu zaczęłam prowadzić bilans wydatków i dochodów. Korzystam ze świetnego excela Michała z Jak oszczędzać pieniądze.


Najważniejsza jednak dla mnie kwestia, która poruszyła Kamila to inwestycja we własny rozwój osobisty. Jak to jest, że nie szkoda nam pieniędzy na torebkę, a nie możemy wybrać się na kurs języka? Zmieniamy samochód na nowszy, a odkładamy na później nasze studia podyplomowe. Przedkładamy pragnienia i marzenia innych członków rodziny nad swoje i nad swój rozwój. 

W tym roku postanowiłam znacząco podnieść własne kompetencje, tak aby w przyszłości nie musieć się martwić o pracę i stanowić konkurencję na rynku pracy. W tej chwili myślę, że najlepiej byłoby dla mnie oprócz kursów technicznych, zainwestować w kurs asertywności. Czy jednak 800 zł to odpowiednia kwota za takie szkolenie? Czy tylko wymiguje się od rozwoju puściejącym portfelem? To normalna cena, czy zagrywka coachów i trenerów? Może wystarczy jak porobię ćwiczenia z poradników? :)