czwartek, 24 września 2015

W poprzednim wcieleniu...


... musiałam mieszkać we Francji. Jestem tego pewna, gdyż od zawsze ten kraj był dla mnie bardzo pociągający. Francuskie jedzenie, francuski styl i szyk i melodyjny język. Gdy jeszcze pomyślę, że urodziłam się dokładnie w stuletnią rocznicę otwarcia wieży Eiffla'a to jest to już stuprocentowy znak, że tam jest moje miejsce.

Lubię sobie wyobrażać, że kiedyś spędzałam czas na dworach królewskich, paradując w barokowych sukniach, w których teraz trudno byłoby się zmieścić w drzwiach. Wieczorami tańczyłam Menueta, a w ciągu dnia szydełkowałam i czytałam książki albo jeździłam konno. Być może byłam jedną z dam, o której rękę bili się możni tamtego świata? Z pewnością latem doglądałam mojego ogrodu pełnego wonnych kwiatów. Moje życie toczyło się powoli, a ja byłam szczęśliwa i bardzo lubiłam Paryż. Tak bardzo, że do teraz, w kolejnym wcieleniu mam do niego taki sentyment.

W Paryżu byłam w tamtym roku i spędziłam tam raptem tydzień. Wystarczyło, żeby poczuć klimat, ale za krótko, aby zaspokoić francuski głód, który we mnie tkwi. Na pewno jeszcze kiedyś tam pojadę, a może spełnię swoje marzenie i zamieszkam tam choćby na kilka miesięcy? Może akurat będzie to podczas kursu Pattiserie w Le Cordon Bleu? Byłoby super :)

Teraz oglądam zdjęcia z mojego pobytu, uczę się języka francuskiego i czasami przygotowuje francuskie potrawy. Makaroniki, Creme brulee, Canard Confit i Quiche Lorraine. Oglądam ulubiony film "Amelia" albo musical "Belle" z Garou i nie mogę się doczekać kiedy pojadę zwiedzić inne zakątki Francji.

środa, 23 września 2015

Jak nie wpaść w depresję...


...z powodu jesiennej chandry?

Dziś pierwszy dzień jesieni, a za oknem mamy piękną złotą jesień. Jesień ma wiele kolorów i możliwe, że niedługo czeka nas plucha i deszcz. Pogoda bardzo wpływa na nasz nastrój. Jak sobie poradzić z obniżonym samopoczuciem? Ja stosuję kilka trików.

Ubieram kolory
Najbardziej lubię nosić zielony płaszcz, który nastraja mnie optymizmem. Jest to mój ulubiony kolor. Innym razem noszę kolorowy szal lub sweterek. Warto czymś przełamać spokojne kolory jesiennych ubrań.

Piekę ciasto
Uwielbiam piec ciasta. Latem rzadko piekę, bo jest za gorąco i nie chcę dogrzewać mieszkania piekarnikiem. Ale jesień to co innego. Jesienne ciasta ze śliwkami lub jabłkami wprawią w doskonały nastrój, a zapach piekącego się ciasta dodatkowo pobudzi nasze zmysły.

Oglądam zdjęcia z wakacji
Z wakacji zawsze przywozimy mnóstwo zdjęć. Gdy za oknem deszcz, wakacyjne obrazki są jak znalazł. Może to dobry moment, aby zmontować jakiś filmik?

Uczę się języków obcych
Mam kompleks języków obcych, gdyż nie umiem ich zbyt dobrze. Ciągle pracuję nad angielskim , a teraz przypominam sobie francuski. Jesienią więcej czasu spędzam w domu, więc wykorzystuję to do nauki. Korzystam z platformy Duolingo i jestem bardzo zadowolona.

Gorąca herbata i książka
Herbatę pijam litrami. Moje motto życiowe to: "Dzień bez dziesięciu herbat jest dniem straconym". Gdy jest chłodniej, lubię zaparzać sobie herbatę w dzbanku z podgrzewaczem, aby ciągle była gorąca. Do tego fotel z kocykiem i ciekawa książka. Jesień sprzyja relaksowi.


Lubię jesień właśnie za to, że możemy odpocząć. Bezkarnie opychać się ciastem i czytać książki od razu po powrocie z pracy, gdyż jest już za ciemno, żeby wychodzić. Lubię zbierać kasztany i jesienne liście. Lubię ciepłe światło lampki przy fotelu. Lubię kakao przed zaśnięciem i zupę dyniową na obiad.

Kto jeszcze lubi jesień?


wtorek, 22 września 2015

Maltańska kuchnia - Top 5



W tym roku celem naszych wakacji była Malta. Malutka wyspa na Morzu Śródziemnym, o której wiedziałam tylko, że jest w UE i jej stolicą jest Valetta.

Malta nas nie zawiodła. Cieszę się, że poszerzyłam swoje horyzonty, i poznałam Maltę, ma świetny klimat i ciekawą historię (dopiero w 1964 uzyskała niepodległość od Wielkiej Brytanii). Na ulicach oprócz angielskiego, wśród turystów króluje język polski. Nie sądziłam, że Malta jest tak popularna wśród naszych rodaków!

Malta zadziwia na każdym kroku. W jednym miejscu jest rajską wyspą, w innym tłumnym miastem. Warto tam jechać i spróbować tamtejszych przysmaków. Maltańska ziemia nie jest urodzajna. Dużo pracy muszą wkładać maltańczycy, aby coś wyhodować. Większość rzeczy jest sprowadzana z zagranicy, a jedynym zwierzęciem, które jest hodowane to fenek czyli królik. Na każdym kroku da się też odczuć wpływ Wielkiej Brytanii i krajów śródziemnomorskich. Jest czego próbować :)

Moja lista TOP 5 Malty;

1. Kinie
Napój z gorzkich pomarańczy z ziołami. Był zbawienny podczas maltańskich upałów i piłam go litrami. Smak, który na zawsze pozostanie w moich wspomnieniach. Nie każdemu przypadł do gustu, ale dla mnie był idealny. Cena 0,5l- 0,7€, 1,5l - 1,5€

2. Pastizzi
Malutkie przekąski z ciasta francuskiego nadziewane serkiem ricotta albo groszkiem. Idealne na drugie śniadanie. Cena 1szt. - 0,3€

3. Aljotta
Zupa rybna z pomidorami. Tradycyjna zupa, którą zjedliśmy w restauracji w pobliżu targu rybnego w Marsaxlokk. Bardzo dobra, choć obsługa w restauracji nie była zbyt miła. Następnym razem wybrałabym mniej zatłoczone miejce na obiad. Cena 6€

4. Rabbit Stew
Duszony królik w winie z pomidorami. Ciekawy smak, choć troszkę przeszkadzały kosteczki, ale warto się pomęczyć. Zjedliśmy obiad w cudownym miejscu na Gozo, w wiosce Xlendii. Po całym dniu jazdy rowerem to była niezła uczta. Cena 14€.

5. Nugat
Do kupienia w wielu miejscach na Malcie i we wszystkich sklepach z pamiątkami. Występuje w różnych smakach: waniliowym, czekoladowym, truskawowym, bananowym i miętowym. Smaczny, słodki i z orzechami. Cena 1,1€


Co jeszcze próbowaliśmy?
Qassatat - sakiewki z kruchego ciasta z serkiem ricotta albo groszkiem.
Ftira - pizza z ziemniakami, pomidorami i anchois - przysmak na Gozo
Cisk - lokalne piwo
Lampuka - ryba z rodziny dorszowatych
Ryba miecz  i owoce morza,
i wiele innych rzeczy, bo kuchnia maltańska jest bardzo ciekawa. Żałuję tylko, że nie udało mi się kupić żadnej gazetki z przepisami.


poniedziałek, 21 września 2015

Jeśli nie wiesz dokąd idziesz...



... nigdy tam nie dojdziesz.

Będąc nastolatką miałam całą ścianę obwieszoną takimi mądrościami. 
"Pieczone gołąbki nie same lecą do gąbki"
"Jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz" i tym podobne. Zabawne, że ciągle mam je w pamięci. Przydaja się czasami podczas oglądania "1 z 10", ale w życiu codziennym także.

Czy wiesz dokąd idziesz? 

Co chcesz osiągnąć, kim chcesz być i co chcesz przeżyć?

Gdy czasem pytam kogoś, gdzie chce pracować po studiach, słyszę, że "Gdzie mnie przyjmą". Wiadomo, że rynek pracy jest ciężki i na początku trzeba łapać się pierwszej lepszej możliwości. Potem będzie łatwiej przeskoczyć na inną płaszczyznę. Może jednak nie warto zostawiać wszystkiego przypadkowi?

Gdy rekruter zadaje pytanie na rozmowie rekrutacyjnej: "Kim chce Pan być za 5 lat?" słyszy wymyślone regułki i utarte odpowiedzi, gdyż nie każdy wie kim chce być za 5 lat. Sama tak odpowiadałam, gdyż nigdy nie możemy być pewni, co bedziemy robić za 5 lat. To bardzo dużo czasu i wszystko może się wtedy zmienić. Możemy calkowicie zmienić branżę i bieg kariery.  Ale niektóre rzeczy będą niezmienne. Np. to, że nie przestaniemy się rozwijać, uczyć nowych języków, podróżować. Nie wiem czy rekrutera takie odpowiedzi zadowolą, ale warto przygotować takie odpowiedzi dla siebie, żeby nie zapomnieć co chcemy osiągnąć, bo bez konkretnego celu nigdy nam się to nie uda.

Czy Michael Jordan byłby najsławniejszym koszykarzem, gdyby nie podporządkował całego życia temu celowi? Czy Ingvar Kamprad stworzyłby IKEA, gdyby nie wiedział dokąd chce iść? A Walt Disney, Albert Einstein czy Henry Ford? Co by było, gdyby w pewnym momencie się poddali? Świat jest pełen ludzi sukcesu, którzy uświadamiają nam, że warto mieć cele i wytrwale dążyć do ich spełnienia.

Nie zawsze będziemy iść wydeptaną ścieżką. Bywa, że musimy przedzierać się przez dżunglę, oganiając się od przeszkód spadających ze wszystkich stron. Jednak pewne jest to, że nawet najgęstsza puszcza kiedyś się kończy, a my wzmocnieni upadkami dotrzemy do celu. Ważne, żeby wizja dotarcia do celu motywowała nas pozytywnie do działania, a jego osiągnięcie dawało nam szczęście i poczucie spełnienia.



niedziela, 20 września 2015

Nie uśpij w sobie dziecka


Odkąd pamiętam lubiłam żyć bardziej w przyszłości niż tu i teraz. Żyłam w sferze marzeń, a najlepiej pomagały mi w tym książki. Szczególnie książki dla dzieci. 

Jakiś czas temu, nie pamiętam już teraz zupełnie jak to się stało, ale zaczęłam sobie przypominać literaturę mojego dzieciństwa. Na pierwszy ogień poszły "Dzieci z Bullerbyn", "Karolcia", "Dr Dolittle", "O psie który jeździł koleją". Wspaniałe książki z morałem, ale niestety ich treść już dawno ulotniła się z mojej głowy więc trochę czułam się jakbym czytała je po raz pierwszy. Czytało się je lekko i przyjemnie. Duże literki, proste zdania - kilka godzin przyjemności. Znowu płakałam, gdy Lampo wpadł pod pociąg, trzymałam kciuki za Karolcię i jej koralik, śmiałam się w głos, gdy Kaczka upiekła ciasto dla Dr Dollitle i żałowałam, że nie miałam takiego dzieciństwa jak Dzieci z Bullerbyn. Szkoda tylko, że nie mam 10 lat jak kiedyś.

Te książki przypomniały, że nie można przestać pielęgnować w sobie wewnętrznego dziecka. Jak dzieci powinniśmy, żyć we własnym tempie, cieszyć się każdą chwilą i nie martwić się na zapas, być tym kim się chce być i nie przestawać doświadczać nowych rzeczy. 

Teraz czuję, że znowu chętnie zanurzę się w taką literaturę. Może "Ania z Zielonego Wzgórza"? "Harry Potter", "Mały Książe", "Mikołajek" albo "Tajemniczy Ogród". Wybór jest spory :)

Życie własnym życiem



Każdy ma tylko jedno życie i szkoda byłoby je przeżyć niewłaściwie. Podobno na łożu śmierci ludzie najbardziej żałują, że żyli życiem innych a nie swoim. Nikt nie wspomina, że za mało pracował, miał za mało pieniędzy, albo był za mało sławny. Najważniejsze okazuje się, aby być szczęśliwym, robić to co się kocha, a nie to czego oczekują od nas inni. 

Jak więc żyć własnym życiem? 

Dla mnie najtrudniejsze jest to, aby nie przejmować się opinią innych osób. Każdy ma prawo do swojego zdania, ale trzeba nauczyć się odsiewać to od prawdy o sobie, którą sami znamy. Nie powinniśmy polegać jedynie na opiniach innych osób, aby nie osłabiać swojej pewności siebie, a właśnie budować ja na asertywności i miłości do siebie.

Konieczne jest aby mieć marzenia i cele. Dokładnie nakreślone i zdefiniowane, tak aby można było ułożyć plan realizacji. Uczucie spełnienia własnych marzeń to znak życia własnym życiem. Wspomnienia to jedna z rzeczy, której nikt nie jest w stanie nam odebrać. Ja dawno temu przygotowałam listę marzeń, na której wypisałam miejsca i sytuacje, które chciałabym zobaczyć i osiągnąć. Rzadko do niej zaglądam, ale bardzo mnie cieszy, gdy okazuje się, że podczas mojej "nieobecności" udało mi się spełnić jakieś marzenie. Takie sytuacje od razu uskrzydlają i wtedy w euforii dopisuję nowe pozycję do listy marzeń, bo nigdy nie można przestać marzyć.

Bardzo ważne jest, aby otaczać się wartościowymi ludźmi, których podziwiamy i które pomogą nam w jakiś sposób zrealizować własne cele. Nie warto marnować czasu na relacje, które wysysaja z nas energię czyli na tzw. wampiry emocjonalne. Jeśli ktoś krytykuje nasze zdanie i pomysły, i nie jest to krytyka konstruktywna to nie warto zaprzątać sobie tym głowy. Jak mówi powiedzenie "Jeśli wpadniesz między wrony, będziesz krakać tak jak one". Może warto więc poszukać stadka wron, które będzie dla nas inspiracją?

Warto doceniać też każde miejsce, w którym przebywamy i ludzi, którzy sa z nami. Ćwiczenie uważności na pewno się przyda. Celebrowanie zwykłych momentów sprawia, że przestają być zwykłe, a nasze życie staje się pełniejsze i wartościowsze. Ja bardzo lubię niedzielne poranki, kiedy z MM przygotowujemy śniadanie i potem razem je jemy. W ciągu tygodnia rzadko razem jemy śniadanie, dlatego cieszę się, że udaje się to przynajmniej w weekendy.


sobota, 19 września 2015

Zmiana za zmianą


2 miesiące temu zmieniłam pracę. Wiązało się to ze sporym stresem. Porzuciłam pracę w stabilnej firmie, umowę na czas nieokreślony i wyjazdy za granicę. Teraz robię coś co jest najbardziej związane z moim wykształceniem z dotychczas wykonywanych zawodów. Jestem w tym jednak bardzo początkująca, więc spotyka mnie sporo stresu i muszę ciagle się dokształcać. 

Między innymi jest to powód dla którego ciągle szukam swojego miejsca. Nie jestem pewna czy to praca dla mnie. Chciałam spróbować, ale czy po 2 miesiącach można już określić czy to miejsce dla mnie? Czy to nie za wcześnie? Z drugiej strony jeżeli wiem, że to nie miłość od pierwszego wejrzenia po co brnąć dalej? 

Teraz mam okazję do zmiany pracy, ale myślę że po jednej okazji przyjdzie kolejna... Nie można poddawać się tak szybko. Mam wrażenie też, że człowiekowi łatwiej przychodzi wdrażanie kolejnych zmian, gdy zrobi już jakiś krok. Teraz perspektywa zmiany pracy nie stanowi dla mnie takiego stresu jak stanowiła kilka miesięcy temu. Myślę, że najważniejsze jest pozytywne nastawienie, zaangażowanie i wszystko się na pewno się ułoży.