czwartek, 23 kwietnia 2015
Minimalizm
Od jakiegoś czasu zgłębiam tajemną wiedzę na temat minimalizmu. Filozofia ta bardzo przypadła mi do gustu i bardzo mi odpowiada. Nie lubię otaczać się dużą ilością rozpraszaczy, kupować dużo rzeczy ani wydawać pieniędzy więc kiedy chciałam zacząć pewne zasady ograniczania ilości rzeczy okazało się, że nie wiele rzeczy mogę jeszcze ograniczyć.
Zrobiłam przegląd szafy, w celu pozbycia się ubrań, w których nie chodzę, ale okazało, że nie mam takich ubrań, a co więcej mam tak mało ubrań, że nie ma co ograniczać. Co więcej - mam za mało ubrań i muszę mocno doposażyć szafę. Po przeczytaniu posta Styledigger postanowiłam zbudować sobie bazę ubrań. Pod wpływem promocji w Mango kupiłam 3 pary spodni, spódnicę i 5 koszulek. Potem kupiłam 2 pary butów i potrzebuje jeszcze spódnicę i sandały. Zawsze miałam problem z szybko zużywającymi się ubraniami. Powód był oczywisty. Kiedy ma się 2 pary spodni i 2 swetry, na pewno długo nie wytrzymają ciągłego chodzenia mimo, że będą dobrej jakości. Dlatego teraz skupiam się na zbudowaniu kompletnej szafy, dobrej jakości i pełnej ubrań, które pasują do siebie, a także do mojej sylwetki.
Potem zajęłam się moją biblioteczka. Wystawiłam na sprzedaż 3 książki. 1 się sprzedała. Posiadam wiele książek, które lubię i chciałabym je jeszcze kiedyś przeczytać, więc pozbywam się tylko tych, które nie mają dla mnie wartości.
Od prawie roku spisuję i kontroluję wydatki. Tu też mam wszystko pod kontrolą i ciężko byłoby jeszcze coś ograniczyć, tym bardziej, że wszyscy zarzucają mi, że za mało wydaję na jedzenie.
Od dawna, zupełnie nieświadomie stosuję dietę informacyjną. Kiedyś było mi wstyd, że nie wiem co się dzieje na świecie i w Polsce, teraz okazuje się, że dla niektórych to wielka zaleta i powód do dumy.
Strefą, która ciągle jest dla mnie męcząca to praca. Marzę o pracy z elastycznymi godzinami pracy, z możliwością pracy w różnych miejscach i dającą poczucie spełnienia. Liczę, że znajdę to o czym marzę. Najgorsze jest jednak rozdarcie. Czy zająć się zmienianiem branży i poświęcić na to wiele godzin (wg badań 1000 h potrzebne jest, aby opanować temat), czy jednak szukać tego co jest zgodne z wykształceniem, interesuje mnie, ale nie do końca spełnia warunki elastyczności. A może rozwiązanie jest po środku?
środa, 22 kwietnia 2015
Którą srokę wybrać?
Ciągle spędzam czas (marnuję?) na poszukiwaniach ulubionego zajęcia, które stało by się moją nową pasją/pracą. Ostatnio zaczęłam uczyć się programowania. Kto wie czy nie powinnam być informatykiem? Gdybym teraz wybierała studia wybrałabym informatykę, a nie budownictwo. Gdzieś przeczytałam, że gdy poczujemy jakiś impuls do zmiany trzeba reagować od razu. Więc póki byłam w stanie flow, szybko zapisałam się na darmowy kurs w codecademy i zrobiłam już jeden kurs HTML/CSS. Teraz jestem w Javascript i idzie mi troszkę gorzej, ale nie poddaje się. Z drugiej strony czy wystarczy mi czasu, żeby się przebranżowić? Może jestem już za stara?
Od zawsze moją pasją jest cukiernictwo. Ale nie wiem czy to moje wymarzone zajęcie. Gdy patrzę na francuskie patisserie moje serce stara się krzyczeć: TAK, na pewno! Ale w Polsce wygląda to niestety trochę inaczej. Tak czy siak, postanowiłam podjąć wyzwanie (które sama zaproponowałam) i przygotowuję słodki kącik na wesele mojej siostry - będzie ciekawie.
Kolejne moje hobby to fiołki afrykańskie. Zapraszam na mojego bloga. Posiadam już małą kolekcję i kiedyś planowałam, że będę mogła sprzedawać nadliczbowe okazy, ale to raczej forma kieszonkowego, niż poważnego biznesu :)
Takich zajęć krótko i długoterminowych było więcej: kaligrafia, pisanie książki, grafika, florystyka itd. ale nic nie zaciekawiło mnie na tyle (albo przestałam się tym interesować), żeby związać się z tym na dłużej.
Prawdopodobnie popełniam błąd, gdyż powinnam się skupić na jednej rzeczy, a ja ciągle ciągnę kilka srok za ogon. Mam tylko nadzieję, że znajdę w końcu moje wymarzone zajęcie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

